„Klejnot i wachlarz” Feliks W. Kres

To moje pierwsze spotkanie z pisaniem pana Kresa i uważam je za bardzo specyficzne. Na pewno obalił kilka stereotypów, na przykład ten, że pisarze – mężczyźni bardziej skupiają się na fabule, a mniej na relacjach między bohaterami, ich emocjami, charakterami i motywami działania. Najczęściej to kobiety mają bardziej dopracowane postacie, a mężczyźni lepiej zbudowany zarys stworzonego przez siebie świata. U tego autora jest odwrotnie. Fabuła i cały świat jest tylko tłem dla postaci, które rozmawiają o Bogu, miłości, kłamstwie, polityce i wydaje mi się, że dyskretnie przekazują realne poglądy pana Feliksa. Chociaż … może to tylko narratorska gra ? Jeśli tak, to bardzo udana.

Gdybym kierowała się samym opisem z tyłu okładki, nie chciałabym przeczytać tej książki. Mamy oto kraj – Valaquet, gdzie trwa wojna domowa między dwoma władczyniami – matką i córką. Ze swojej wielkiej do siebie nienawiści jedną z najbogatszych i najbardziej niezależnych krain zmieniają w bagno. Historia tej rodziny jest szokująca i na każdym kroku pojawia się kazirodztwo. Wicekrólowa uwiodła męża swojej córki. Z kolei jej syn spał chyba z każdą swoją siostrą – skłócając je między sobą. Wojna trwa od kilku lat i nikt nie chce ustąpić. Ponad to nikt nie może wygrać, ponieważ druga córka wicekrólowej jest władczynią lodowatej magii płynącej z jej diamentowego naszyjnika. Potrafi przywołać zimę w środku lata i zamrozić każde wojsko.

Jak dla mnie to za bardzo zagmatwane. Jednak to nie wszystko. Istnieje demon zwany Egaheer, który najczęściej przybiera kobiece ciała i służy jej dwoje wyjątkowych ludzi. Baronowa Renata Sa Tuel i kawaler Del Wares. Oboje piękni, młodzi, sprytni i wysoko postawieni. Zrobią dla swojej pani wszystko. Dlaczego ? Dla władzy, z miłości do intryg, dla dreszczyku emocji i z chęci działania. Egaheer jest magią, kapryśnym stworzeniem, który robi sobie na złość z Bogiem. Od kiedy Bóg odszedł, aby doglądać innych światów demon robi, co chce. Wykonawcy jej zachcianek dostali nowe zaskakujące zadanie – mają zaprowadzić pokój w Valaquet. Lecz, aby zrobić coś dobrego trzeba najpierw popełnić mnóstwo świństw. Rozpoczynają się polityczne gierki i intrygi. Chociaż Sa Tuel i Del Wares są dobrymi graczami trafiają na godnych siebie przeciwników.

Wydaje mi się, że ta książka nie jest do podobania tylko po prostu do przeczytania i zapoznania się z twórczością Kresa. Jest to specyficzna fantastyka. Nie ma tu żadnych smoków, elfów, wróżek, wampirów. Jest za to magia, ale ona schodzi na bardzo daleki plan. Polityka gra tu główną rolę. Po przeczytaniu żadnej innej książki nie byłam tak skołowana, bo co o niej sądzić ? Fabuła nie zachwyca. Tak naprawdę nie ma ani jednego pozytywnego bohatera, oprócz pojawiającego się na krótko Chal-Cheneta, który nie ma żadnego wpływu na wydarzenia w książce i tak naprawdę nie wiadomo, po co tam jest. Wszyscy kłamią, dbają tylko o siebie, kobiety są bardzo zmysłowe ( a często po prostu wulgarne ),przebiegłe i wykorzystują swoje piękne ciała, aby opętać tych biednych mężczyzn. Niestety, ale „Klejnot i wachlarz” to taki trochę groch z kapustą. Trochę rozmyślań, trochę erotyki, trochę o Bogu, trochę o polityce, trochę o relacjach między kobietami i mężczyznami. Czyta się ciężko, a zakończenie bardzo oczywiste.  Jednak myślę, że samą książkę warto przeczytać. Choćby dla takich perełek :

„Skinąwszy głową, Chal-Chenet jął chodzić między domami. Najdłużej zabawił pod
upiornym drzewem wisielców.
– Pięćdziesięciu … a może nawet więcej – rzekł niegłośno i bardziej do siebie niż
do milczącego towarzysza. – W imię czego popełniono taką zbrodnię ?
– W imię Boga, kawalerze, lecz bynajmniej nie z Jego rozkazu, ani nawet za Jego przyzwoleniem. To potężna i dobra Istota, która jednak nie może albo z jakichś przyczyn nie chce wszędzie być i wszystkiego pilnować. My, ludzie, mamy rozum i wolną wolę, a świat jest taki, jakim go czynimy. „

Reklamy