Różyczka

Różyczka  2010

reżyseria – Jan Kidawa-Błoński

scenariusz – Maciej Karpiński, Jan Kidawa-Błoński

produkcja – Polska

gatunek – dramat

muzyka – Michał Lorenc

moja ocena – 9/10

 

Na początek muszę się do czegoś przyznać – nie lubię polskich filmów. Te głupawe komedie romantyczne, które ostatnio produkuje się na potęgę, z tymi samymi telewizyjnymi buźkami i  żałosny polski „show-biznes” działa mi na nerwy.  Dobre polskie filmy to stare polskie filmy. Dlatego zasiadłam do oglądania tego filmu mocno uprzedzona. Moje negatywne emocje pogłębił jeszcze plakat … żywcem ściągnięty z „Elegii”.

Akcja dzieje się w latach 60-tych w komunistycznej Polsce. Kamila Sakowicz ( Magdalena Boczarska ) to kobieta, która kocha za mocno, a sama jest kochana za mało. Dla swojego mężczyzny, o którym tak naprawdę mało wie, jest gotowa zrobić bardzo wiele. Dlatego, kiedy prosi ją o szpiegowanie profesora z jej uczelni robi to bez wahania. Jednak według Romana ( Robert Więckiewicz ) jego dziewczyna dowiaduje się za mało. Chce, żeby Kamila zbliżyła się do znanego polskiego pisarza i intelektualisty Adama Warczewskiego ( Andrzej Seweryn ), żeby w razie potrzeby została nawet jego kochanką i zdemaskowała go jako Żyda działającego na niekorzyść Polski Ludowej.  Roman jako agent SB wymusza na swojej kobiecie, aby też została agentką zwaną jako „Różyczka”. Nieoczekiwanie Kamila zakochuje się w profesorze. Adam Warczewski widzi w niej nie tylko piękne ciało, ale też umysł i duszę. Żeni się z kobietą, która prowadzi podwójną grę. Jednak nie tak łatwo zerwać raz rozpoczętą współpracę z SB …

„Różyczka” to dobry film. Świetne aktorstwo, naturalistyczne obrazy i Warszawa … taka inna niż ta, którą znam na co dzień. Nie spodziewałam się, że spodoba mi się ten film. Myślałam, że będzie mnie drażnić niepotrzebna nagość i soczyste „kurwy”, ale to jednak takie polskie i prawdziwe.  Nasuwa się pytanie – jak my poradzilibyśmy sobie w tamtych czasach ? Tak łatwo nam teraz oceniać, kiedy czasy komunizmu są przeszłością. Dzielimy ludzi na dobrych i złych, z teczką i bez. Ale za każdym papierkiem kryje się ludzka, dramatyczna historia, której nie rozumiemy, bo żeby ją zrozumieć musielibyśmy ją przeżyć.



Reklamy

16 thoughts on “Różyczka

  1. Z polskim kinem to jest ciężka sprawa, bo my nie umiemy kręcić dobrych, normalnych filmów. Obyczajowych albo o miłości. Jak już film jest super to zazwyczaj zawiera sporą dawkę przemocy jak Dług, czy Symetria.I z tego względu ja też nie przepadam za polskim filmem, bo jak oglądam to czasami zastanawiam się czy ja rzeczywiści żyję w takim kraju??
    I myślę, że to nie wstyd, bo nie jest wstydem brak chęci oglądania chłamu.
    Ostatnio oglądałam „Ciszę” Film telewizyjny ale dobry. Normalny. Co drugie słowo nie jest kurwa i nie przedstawia ludzi z marginesu. Może jednak jest jakaś szansa dla rodzimych produkcji.
    O komediach romantycznych wolę nie pisać bo to żałosne i w ogóle nie oglądam.
    Różyczkę mam w planach ( tak jak milion innych rzeczy:)))) szczególnie, że fabuła jest lekko oparta o życie jednego z moich ulubionych historycznych pisarzy Pawła Jasienicy

    Pozdrawiam:)

    • Właśnie zapomniałam napisać, że Adam Warczewski to odpowiednik Pawła Jasienicy, a filmowa „Różyczka” to odpowiednik „Ewy” czyli Zofii O’Bretenny, która rzeczywiście pracowała w dziekanacie uczelni i uwiodła starszego od siebie o 15 lat profesora i tak … donosiła na niego do SB. Jednak filmowa wersja różni się do rzeczywistości. W filmie Różyczka zakochała się w Adamie i jako jego żona próbowała się odciąć od SB, a Zofia nawet po ślubie donosiła na męża aż do jego śmierci.
      Smutne, ale prawdziwe.

      Pozdrawiam cieplutko również 🙂

  2. Widziałam „Elegię” jakiś czas temu, dlatego od razu skojarzyłam te dwa plakaty, niemniej później dowiedziałam się, że twórcy mieli zgodę na wykorzystanie pomysłu od dystrybutora. Ja również nie znoszę większości polskich filmów, bo są mdłe jak wata cukrowa na pełny brzuch po obiedzie ze smażonej ryby :0 Niemniej lubię „Jasminum” – J.J. Kolskiego, czy dzieła Kieślowskiego. Czasami oglądam stare, przedwojenne filmy polskie lub komedie Barei, ale współczesnych – jak na lekarstwo. Miałkość polskiego kina, a zwłaszcza tych wszystkich durnowatych seriali na podstawie Kalicińskiej, Grocholi, M jak Miłosz czy srata-ta-ta, polega na tym, że w Polsce nie ma potrafiących grać. Pamiętam, jak Zakościelny zaczynał grać w serialu Kryminalni (wiesz, który? Bardzo go promują w tych komediach romantycznych właśnie), nikt go wtedy nie znał… W dniu otwarcia forum o tym serialu, rzuciłam dla hecy, że koleś wygląda jak Brad Pitt, ale to raczej nie był komplement z mojej strony. Parę dni później w TV widzę, że tak go zaczęli charakteryzować i tak o nim mówić: „Polski Brad Pitt” – myślałam, że padnę ze śmiechu. Takie właśnie są nasze media, nasze kino, nasze pseudo-aktorzy (pokroju Brodzik, Cichopek, etc…) – skupiają się tylko na buzi a nie na predyspozycjach aktorskich. Stąd kolejne, mdłe komedyjki lub tandetne filmy sensacyjne. Jak nie ma dobrych aktorów – mam na myśli młodego pokolenia – to nie ma co się spodziewać, że będę pod Cichopki pisać ambitne scenariusze.
    Jeszcze nie widziałam „Różyczki”, ciągle się ociągam, ale wiem, że obejrzę, bo to jeden z nielicznych pol. filmów, które chyba warto obejrzeć. 🙂

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Warto zauważyć, że Cichopki, Mroczki i tak dalej to nie są aktorzy. To ludzie, którzy wygrali casting, amatorzy. Z kolei ci którzy kończą poważne studia teatralne są niepotrzebni, bo nie są „fajni, słitaśni i się nie lansują”. Dlatego wiele polskich perełek aktorstwa można znaleźć w teatrze, a w kinie niestety … bardzo rzadko. Dlatego tak bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie „Różyczka” i gra Boczarskiej. Wcześniej widziałam ją w jakiejś durnowatej szmirze „komedii romantycznej”, a w Różyczce pokazała, że umie grać i to dobrze 🙂

  3. ja też nie przepadam za polskim kinem. O „Różyczce” słyszałam już wcześniej, jednak nie kojarzyłam o czym film opowiada, dlatego czytając Twój wpis zdziwiłam się. Nie wiem jednak, czy mimo tego, obejrzę. Mimo wszystko nie jestem przekonana.

  4. Nie oglądałam jeszcze tego filmu, a w zasadzie teraz dopiero pierwszy raz o nim słyszę. Nie czuję się jakoś specjalnie do niego zachęcona, ponieważ ogólnie nie przepadam za filmami, od czasu do czasu jakiś wpadnie mi w oko, ale żeby tak dużo, dla przyjemności oglądać, to nie bardzo. Drugim minusem jest też to, że nie lubię polskich filmów. Mogłabym jedynie podać te argumenty, które Ty wypisałaś na początku swojej opinii o tym filmie. 😉 No i do tego nadmierna nagość i przekleństwa – tych rzeczy najbardziej chyba w filmach nie lubię. Ogólnie jako taki seks w filmie mi absolutnie nie przeszkadza, ale bez przesady, prawda? Przekleństwa również, tylko zawsze trzeba wiedzieć, gdzie stoi granica. No nic, jak napisałaś „aby coś oceniać trzeba to poznać (…)” i dlatego może kiedyś obejrzę ten film i dopiero później głębiej się na jego temat wypowiem. 😉

    • Nagość i seks jak najbardziej jestem za, ale niech to będzie potrzebna nagość i seks, które wnoszą coś do fabuły, które mają jakieś znaczenie i symbolikę, a nie są tylko po to, żeby przyciągnąć publikę na cycki ładnej aktorki … Takie jest moje skromne zdanie 😉 Podobnie tyczy się z przekleństwami, które są codziennością, ale niech to ma coś wyrazić, a nie być przecinkiem w zdaniu.

  5. A propo nagości… Wczoraj bodajże przy okazji skakania po stacjach na kablówce, na chwilę z pape zatrzymaliśmy się na drugiej części matriksiaka, i dokładnie wtedy wylała się na nas scena łóżkowa Neo i Triniti, całkowicie niepotrzebna, niepowiązana z akcją. Myślę że sex jest wsadzany do fabuły wyłącznie dla tej części zboczeńców w kinach, którzy tego właśnie oczekują. Dzisiejsze media wręcz epatują nagością, seksem i innymi zboczeństwami, lansują tych, którzy łatwo się sprzedają dla sławy, a na tych, którzy mają przeciwne do nich zdanie, mówią: purytanie, mohery, etc. Bo nie trendy jest iść pod prąd, czyż nie? Na szczęście do łóżek ludzi nikt nie zagląda i to czy w filmach to pokażą czy nie, nie zmieni dobrego wychowania ludzi, którzy nie zamierzają rozprawiać o tym publicznie.
    A jeśli chodzi o ten film: Myślę, że trudno jest nie umiejscowić w tle scen łóżkowych, skoro oparte jest to na wieloletnim romansie, fizycznej fascynacji głównych bohaterów i ich małżeństwie. Taka historia… 🙂

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Druga część Matrixa była najgorsza niestety. Chociaż przyznam szczerze, że kochałam się w Neo jako gimnazjalistka i to bardzo 😀
      Media z tym swoim promowaniem seksu są już śmieszne. Wystarczy popatrzeć na reklamy. Tam wszystko jest „seksowne” – noszenie jakiś tam spodni,rozmawianie przez jakiś tam telefon, jedzenie hamburgera wywołuje orgazmiczne wręcz miny. Mnie osobiście to śmieszy 🙂
      Uważam, że fizyczność związku to tylko i wyłącznie tego związku sprawa. Podobnie jest z nagością. Nagość przeznaczona jest dla oczu jednej ukochanej osoby, a nie dla całego świata, który i tak jest już znudzony tymi wszystkimi cyckami i dupami mówiąc brzydko 😉

  6. „Różyczki” jeszcze nie widziałam, jednak moim zdaniem Magdalena Boczarska udowodniła już swój talent we wcześniejszych produkcjach, jak choćby w „Testosteronie”, „Lejdis” czy „Idealnym facecie dla mojej dziewczyny” (zwłaszcza tutaj). Filmy mogły się nie podobać, ale role tej aktorki zawsze się wyróżniają, na plus oczywiście 🙂

    Pozdrawiam

    • Nie lubię tych komedii 😉 Kojarzyłam Magdę z roli „Idealny facet dla mojej dziewczyny” i takiego głupiego filmu ze świecą szukać. A jak już się uprzedzę do filmu to cała reszta też mi się przestaje podobać ;]

      Pozdrawiam również 🙂

  7. A ja wciąż odkrywam polskie kino. I doceniam. I wcale się nie rozczarowuję.

    Po paru kiepskich startach z „Ciachem”, „Pół serio” „Kochaj i tańcz”, czy „Idealnym facetem dla mojej dziewczyny” już, już miałam się załamać.

    Ale przecież przeważają te piękne. Te mądre. Te zachwycające.
    „33 sceny z życia”, „Rewers”, „Testosteron” (oryginalny scenariusz to sztuka teatralna krakowskiego Teatru Bagatela), „Dom zły”, „Dzień świra”, „Plac Zbawiciela”, „Mała Moskwa”.
    I „Różyczka”.

    Na seans tego ostatniego filmu poszłam w ostatnim dniu wyświetlania. Właściwie z braku laku. Niczego innego, ciekawszego nie było.
    Wyszłam zachwycona, z niecierpliwością oczekiwałam na wersję DVD. Teraz już jestem po którymś z kolei seansie, ale ta historia mnie nie nudzi. Jest świetna. Może właśnie dlatego, że prawdziwa?

    P.S. Uważam, iż scenę, w której Adam Warczewski opowiada Kamili o książkach, każdy mól książkowy obejrzeć powinien!
    Pozdrawiam 🙂

    • Ja też byłam załamana „Ciachem”, „Idealnym facetem dla mojej dziewczyny” i całą resztą tych szmir … Zaczęłam uważać, że współczesne polskie kino to jedna wielka komercyjna reklama tych samych gęb, które ważą nazywać się aktorami. Ale takie perełki jak „Różyczka” i „Mała Moskwa” pokazują, że Polacy jak chcą to potrafią zrobić dobry film.
      A „Rewers” mi się nie podobał, ale z tylko z tego powodu, że po prostu nie lubię czarnych komedii 😉

      Pozdrawiam 🙂

  8. Pingback: Sala samobójców « przyjemnostki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s