Czarny Łabędź

Black Swan  2010

reżyseria – Darren Aronofsky

scenariusz – Mark Heyman, John J. McLaughlin

produkcja – USA

gatunek – psychologiczny, dramat, thriller

muzyka – Clint Mansell

moja ocena –  10/10

 

Chociaż obejrzałam ten film w sobotę to od tamtego czasu nie mogłam się zebrać, aby coś o nim napisać. Tak już ze mną jest, że jeśli mam napisać o czymś co mnie naprawdę zachwyciło – nie potrafię wymyślić żadnych sensownych słów oprócz – boskie, wspaniałe, fascynujące i niesamowite. Oczywiście Black Swan zasłużył na każdy z tych komplementów, ale boję się,  że nie potrafię wyrazić w moich słowach prawdziwej głębi tego filmu, tego magicznego „czegoś”, co sprawia, że jest arcydziełem.

W życiu Niny (Natalie Portman) istnieją tylko dwie rzeczy – balet i matka. Treningi od rana do wieczora, wieczny rygor i kontrola.  Mimo, że tańczy w najlepszym zespole baletowym w Nowym Jorku, pragnie zajść jeszcze wyżej. Kariera dotychczasowej primabaleriny Beth (Winona Ryder) zbliża się ku końcowi, ma zagrać ostatnią główną rolę i odejść na emeryturę. Nowe przedstawienie „Jezioro Łabędzie” ma wyłonić nową gwiazdę. Wszystkie baletnice nie marzą o niczym innym jak o zatańczeniu roli Królowej Łabędzi. Codzienna rywalizacja zamienia się w kopanie dołków jedna pod drugą. Nina pracuje jeszcze ciężej i walczy o tę rolę tak, jak o nic jeszcze w swoim życiu. Według reżysera delikatna Nina idealnie pasuje do roli Białego Łabędzia – jest krucha, piękna, niewinna i wspaniale tańczy. Jednak druga, mroczna strona Królowej to Czarny Łabędź – ociekający zmysłowością i złem, a jednocześnie fascynujący i przyciągający. Taniec Niny jest tylko wzorcowy, perfekcyjny, ale nie umie zagrać mrocznej strony. Z kolei nowa balerina w teatrze Lily (Mila Kunis) jest jakby stworzona do tej roli. Seksowna, tajemnicza i piękna rywalka chwyta się najbardziej nieprofesjonalnych sztuczek, aby zatańczyć główną rolę. Jednak Nina  w swoim wręcz chorobliwie ambitnym dążeniu do perfekcji powoli się zmienia. Zaczyna czuć obie role i ma zamiar zatańczyć balet swojego życia.

Film jest surowy, w pewnych momentach duszny i przerażający. Jesteśmy od jakiegoś czasu przyzwyczajeni do jakości HD czy sztuczek 3D, a Czarnego Łabędzia dostaliśmy w wersji tradycyjnie nakręconej, występuje wręcz pewna chropowatość obrazu, która moim zdaniem podkreśla jego artyzm. Widz nie potrzebuje niesamowitych efektów specjalnych, a by się bać. Schizofreniczne wizje Niny przerażały swoją realnością. Byliśmy tam razem z nią. Nie odróżnialiśmy świata realnego od tego w jej chorej wyobraźni. My wszyscy na sali kinowej byliśmy równie zagubieni jak ona, porwani wspaniałą grą aktorską Natalie Portman. Nawet balet przeżywaliśmy razem z nią. Nie byliśmy widzami, byliśmy tancerzami naszej wyobraźni. Myślę, że najlepszą i najbardziej wartościową recenzją tego filmu jest zachowanie widzów po ostatnich słowach wypowiedzianych przez Ninę („I was perfect”). Cisza i zamyślenie. Napisy końcowe leciały, a nikt nie zrywał się szybko ubierając i zbierając papierki ( chociaż byłyśmy z przyjaciółką w Cinema City, a nie w jakimś cichym studyjnym kinie). Po około 5-ciu minutach ludzie dopiero się otrząsnęli… a muzyka Czajkowskiego odprowadzała nas powoli do wyjścia.

Ten film to arcydzieło a Natalie Portman przeszła samą siebie. Życzę jej Oscara, na którego w pełni zasłużyła.

Advertisements

39 thoughts on “Czarny Łabędź

  1. Mam w planach ten film (i to pilnych, bo uwielbiam balet i lubię filmy Aronofsky’ego), ale tyle zachwytów nad nim czytam ostatnio, ze aż się go boję 😉

  2. // Wszystko co było w moich myślach na temat tego filmu zawarłaś w świetnej recenzji. Nie umiem nic więcej dodać 🙂
    Więc:

    Jak sądzisz czy to było pozytywne zakończenie? A może jakieś inne byłoby lepsze? Jakie? 🙂

    • [SPOILER] ! nie czytać, kto nie oglądał filmu !!!

      //Z jednej strony było pozytywne. W innym razie musiałaby zakończyć balet, który był całym jej życiem i poddać się długiemu leczeniu. Z drugiej jednak strony może udałoby się ją uratować i mogłaby się spełniać w czymś innym ? Jednak zostaje psychiczna matka… która nie sądzę, czy potrafiłaby jej pomóc.

  3. mówiąc szczerze mnie film akurat nie zachwycił, a momentami wręcz nudził. zgadzam się z opiniami, że Natalie była świetna w swojej roli, ale całość jakoś do mnie nie przemówiła. „Requiem” i „Żródło” wspominam dużo milej.

  4. Ja mam wielką ochotę pójść na ten film do kina (zwłaszcza po takiej recenzji 😉 )ale mój mąż już nie bardzo. Będę musiał go urobić 😉

  5. Nadrabiam zaległości w nominacjach oskarowych, żeby wiedzieć o co chodzi, więc zapewne obejrzę. Bardzo jestem ciekawa tego filmu, tylko trochę się boję jego mrocznego klimatu. Takie filmy mnie dołują…

    • Wiem o co Ci chodzi Tusieńko, ale mnie ten film nie zdołował. Skłonił do rozmyśleń, to na pewno. Polecam !! Ja z kolei jeśli chodzi o nadrabianie zaległości w nominacjach oskarowych – muszę koniecznie obejrzeć King’s Speech 😉

  6. Mam już rezerwację na poniedziałek do Multikina:) W sumie żona mnie namówiła, ale po przeczytaniu Twojej recenzji chyba normalnie przebukuję bilet na wcześniej!:)
    Świetna, pełna emocji recenzja! Tylko brakowało mi, żeby Czajkowski mi pogrywał w tle przy czytaniu:)

    • Dziękuję, dziękuję (skromnie) 😉 Nie wiem jak tam u Ciebie z lubieniem filmów tego reżysera, bo są dość specyficzne, ale według mnie genialne 😉 Później mi napisz jak tam Twoje i Żonki wrażenia ! 🙂

  7. Był niesamowity. Po zakończeniu otworzyłem szeroko oczy i kilkakrotnie powtórzyłem: „Genialne, genialne!” po czym gdy zniknęło piórko otrząsnąłem się z amoku i wróciłem do rzeczywistości.
    Teskt: „I was perfect” zrzucił mnie z krzesła.

  8. Ja obejrzałam film wczoraj i być może miałam wygórowane oczekiwania, bo mnie ten film tak nie zachwycił. Owszem jest dobry, dobrze mi się oglądało, ale tylko tyle. Najbardziej podobało mi się ostatnie 20 minut.
    Nina w ogóle nie wzbudziła mojej sympatii, a czasami wręcz mnie irytowała.
    Ale fakt, że Portman zagrała genialnie!

    • Filmy nie są od tego, żeby jego bohaterowie wzbudzali sympatię. Ale powiedz mi – czy tak bezinteresownie i zawsze lubisz samą siebie ? Tutaj widz był w skórze Niny. Czuł wszystkie jej rozterki, ambicje i pożądanie. Coś pięknego. Oczywiście każdy ma swój gust, ale ja tego filmu będę bronić jak lwica 😉

      • Hehe arsenko broń, broń ;).
        Ja wiem, że filmy nie są od tego, tyle, że ja nie lubię jak mnie bohater irytuje po prostu. Lubię jak zachwyca lub jak złości – bo to najmocniejsze emocje.
        Dlatego napisałam, że podobała mi się końcówka, bo Nina w końcu stała się człowiekiem, a nie marionetką.
        Niestety nie jestem jeszcze na tym wyższym poziomie świadomości, żeby potrafić bezkrytycznie lubić siebie, chociaż do tego dążę i być może dlatego mnie to irytowało w bohaterce. Podobno to, co w innych nas denerwuje, mamy w sobie ;).
        Masz rację, ja czułam jej pożądanie i ambicje, ale rozterek nie widziałam, dla mnie ona była za bardzo zablokowana, aż miałam ochotę nią potrząsnąć.
        Chociaż może po przemyśleniu więcej widzę w tym filmie, niż wcześniej, ale i tak czegoś mi brak :).

      • Myślę, że nie ma takiej osoby na świecie, która absolutnie w stu procentach lubi samą siebie. Często pewność siebie to maska. Wiesz nie wiem czy dałoby się Niną potrząsnąć. Przez całe życie wychowywana była przez straszną kobiet, która swoje ambicje chciała urzeczywistnić w córce. Dlatego zamknęła się w sobie i nie umiała do nikogo otworzyć.

    • Ale po co było nią wstrząsać, skoro tam cały czas próbowano ją otworzyć. Ja tak się wczułem, że ona mnie irytowała. Na chwilę stałem się nią. Doskonale wiedziałem czego potrzebuje i dlaczego jest zablokowana.
      Odblokowałem się razem z nią, choć później razem z nią dzieliłem wątpliwości.
      To nieprawda, że dopiero na końcu stała się człowiekiem. Była perfekcyjna, a żaden człowiek nie jest perfekcyjny. Dlatego właśnie na końcu, gdy przestała być sobą, a stała się czarnym łabędziem, przestała być człowiekiem.

      • Nie uważasz jednak, że próbowano ją otworzyć w zły sposób ? Przecież ona miała za sobą całe lata stuprocentowej kontroli, a to, że reżyser przedstawienia ją parę razy pomacał to nie było żadne otwieranie. Seks i zmysłowość to nie tylko mechaniczne ruchy, to przede wszystkim miłość, czułość i chęć sprawienia, żeby tej drugiej osobie było dobrze. Dlatego wymyśliła sobie romans z Lily, który dawał jej więcej kobiecej czułości (cały czas sprawa z surową matką). Jednak za każdym razem dostawała ciosy i raniona była coraz bardziej. Czarny Łabędź to nie było ona, to była cała jej złość, gniew i pożądanie uwolnione z niewoli jej własnego umysłu.

  9. Koleżanka kiedyś namawiała mnie na ten film, bardzo go zachwalając, jednak ja wciąż nie mogę znaleźć chwili czasu, żeby spokojnie go obejrzeć. A spotykam się z samymi pozytywnymi opiniami na jego temat, ciekawe, czy mnie również tak zachwyci. 😉

  10. przytrafiłam się tu z bloga Klaudyny i robię risercz w związku z fenomenem Łabędzia. proszę mi wytłumaczyć, co decyduje o jego wybitności. dlaczego jest „boski, wspaniały, fascynujący i niesamowity”. i co to znaczy, że „do tego filmu trzeba dojrzeć”? nie rozumiem, skąd ten powszechny och. przy napisach końcowych też siedziałam kilka minut w bezruchu, ale dlatego że już dawno żaden reżyser nie zrobił ze mnie takiej idiotki. nie cierpię, kiedy mówi się do mnie środkami odpowiednimi dla ćwierćmózga. black swan obraża inteligencję swoich odbiorców, jest prostacki, płytki, hiperpompatyczny i totalnie pretensjonalny. klasyka taniego kiczu.

    • Czy Ty nie masz jakiejś dziwnej obsesji na punkcie tego filmu ? Jeśli Cie tak bardzo obraził to trudno, Twoja sprawa. Poza tym mądry człowiek wie, że każda osoba ma swoje zdanie, swój gust, swoje własne doświadczenia na podstawie, których ocenia dany film, książkę, obraz itd. Napisałaś u Klaudyny, że film „nie ma ni krzty jakiejkolwiek wiarygodności psychologicznej”. Tak się składa, że jestem studentką psychologii i wiem, że przykład schizofrenii (choroba, na którą cierpi Nina) jest przestawiony bardzo dobrze. Nawet mój wykładowca psychologii osobowości to potwierdził. Nina kontrolowana całe życie przez matkę i spełniająca jej ambicje przejawia lęki i aby się z nich uwolnić przechodzi walkę ze samą sobą. Nie wiem, co Cię tak ubodło w tym filmie. Moim zdaniem jest arcydziełem i takie to zdanie pozostanie. Ty możesz twierdzić inaczej.

      • but well, wciąż nie odpowiedziałaś mi na pytanie, jakie czynniki składają się na to, że Łabędziowi przysługują same wycmokane epitety. (: dowiedziałam się tylko, że każdy ma swój gust plus że studiujesz psychologię. co jest tutaj tak samo mało istotną informacją, jak to że ja studiuję filmoznawstwo. who cares? idąc Twoim tokiem myślenia – jeżeli Twoje przygotowanie akademickie ma zamykać dyskusję o psychologicznej wiarygodności BS, to moje przygotowanie powinno zamykać dyskusję, o tym czy film jest fajny czy chujowy. (: ale to by było za proste, ja nie roszczę sobie prawa do wygłaszania prawd ostatecznych na jakiś temat, tylko dlatego, że zajmuję się tym na uniwersytecie.
        w sumie argument pod tytułem „każdy ma swój gust” też jest z dupy. jak słyszę, że coś jest kwestią gustu, to momentalnie przychodzi mi do głowy, że racja – albo się go ma, albo się go nie ma. (-; o tym czy coś jest gówniane, czy nie jest gówniane, nie decyduje gust, ale pewien zbiór stałych wytycznych. gust zaczyna się wtedy, kiedy rozmawiamy, czy komuś się takie gówniaństwo czy bezgówniaństwo komuś podoba, czy się nie podoba. gdyby to osławiony gust miał być tym, co decyduje o wartości tekstu kulturowego, to nie byłoby kanonów i zostałby sam bełkot, bez rzetelnej rozmowy.
        że film Ci się spodobał, to wiem od pierwszego akapitu Twojego posta. przyszłam tu pokojowo nastawiona, z zapytaniem, jakie konkretnie aspekty przyczyniły się do tego, że nazywasz go „arcydziełem”. skoro już jesteśmy przy przerzucaniu się kierunkami studiów, to niech mój chociaż wyjaśni moją ciekawość. takie mam hobby i zboczenie naukowe – jak jest w kinie hit, to chodzę po blogach i staram się rozmawiać z ludźmi na temat tego hitu, bo mnie szczerze interesuje, co ich w tym hicie porusza. jeżeli przeznaczeniem tego bloga jest tylko stwierdzanie, czy coś Ci się podoba, czy się nie podoba, bez merytorycznego uzasadnienia i miejsca na rozmowę – to kajam się i przepraszam, że tu w ogóle zajrzałam. nie miej mi za złe- jestem miła i fajna, serio. klaudyna potwierdzi. (:
        pzdr

      • Informację o kierunku moich studiów wtrąciłam tylko dlatego, że odezwałaś się u Klaudyny jako znawca z tekstem, że film „nie ma ni krzty jakiejkolwiek wiarygodności psychologicznej”. To była błędna opinia, dlatego ją naprostowałam. Kolejna sprawa, w której się mylisz to kwestia gustu. Jeśli jesteś powiedzmy wielką fanką Led Zeppelin i uważasz, że to świetna muzyka, a ktoś inny twierdzi, że mu się nie podoba i woli na przykład Nirvanę … to co ? Powiesz mu, że gust albo się ma, albo nie ma i że jego jest gówniany ? Dziwny tok rozumowania. Podobnie z estetyką. Jednej kobiecie podobają się bruneci, a innej blondyni. Ktoś czyta fantastykę, a inny literaturę faktu. Gdybyś urodziła się na przykład w Indiach, szalałabyś za filmami z Bolyywood. Jak już napisałam nasz gust przede wszystkim kształtują nasze przeszłe doświadczenia, na podstawie których oceniamy dany film, książkę, obraz itd.
        Jeśli Twoje życie opiera się „na pewnych stałych wytycznych” to Twoja sprawa i Twoje życie. Robisz jak chcesz. Ja sztukę ( filmy, książki, obrazy, muzykę) chłonę emocjonalnie przede wszystkim. Wszystkie recenzje na tym blogu są czysto subiektywne, co nieraz podkreślałam. To moje własne, osobiste odczucia i nikomu nie wkręcam, że tylko ja mam rację, bo to skrajna głupota.
        Miejsce na rozmowę oczywiście na moim blogu się znajduję. Co więcej, bardzo to lubię, jednak w kulturalny sposób, a nie z tekstami, że czyjaś wypowiedź „jest z dupy”.
        Uważam „Black Swan” za arcydzieło z kilku powodów :
        1. Znakomity dobór aktorów.
        2. Świetnie pokazany aspekt psychologiczny.
        3. Wrażenie, że jesteśmy razem z Niną, razem się z nią gubimy i nie wiemy, co jest wytworem jej wyobraźni, a co prawdą.
        4. Nie jesteśmy widzami baletu, ale wręcz w nim uczestniczymy.
        5. Emocjonalnie wbija w fotel, wychodząc z kina myślimy o tym filmie i przez jakiś czas nie możemy zapomnieć.
        6. Świetne aktorstwo Natalie Portman.
        7. Muzyka ( chodź tutaj większość to Czajkowski, jednak ktoś musiał to umiejętnie wkomponować w obraz).

        To chyba tyle.

        Pozdrawiam.

  11. Czy oglądałaś „Cały ten zgiełk”?
    Dla mnie miedzy tym filmem i „Czarnym łabędziem” jest ogromne podobieństwo. Świat ludzi tańca, wyniszczająca praca, mieszanie się rzeczywistości z wizjami i śmierć jako ostatni występ na scenie życia. Tyle, że te ostatnia scenę Fosse chyba rozegrał lepiej.
    Bye bye life, bye bye happiness… Czy ktos nie zna tej piosenki…?

    • Nie widziałam filmu „Cały ten zgiełk”, jakoś nie przepadam za kinem lat 70-tych 😉
      Taniec to bardzo dobry temat na film, jest w nim tyle emocji ile jest w sporcie, a pokazanie go jest bardziej estetyczne niż powiedzmy jakąś dyscyplinę sportową. Mimo to ja cały czas czekam na dobry film o zatraceniu się w wysiłku fizycznym jakim jest sport, taniec to dla mnie za mało 😉

      • Ja tam osobiście nie patrzę na lata produkcji i nie klasyfikuje filmów „kino takie”, „kino siakie”. Film jest albo wart zobaczenia, albo nie. A „Cały ten zgiełk” moim zdaniem zdecydowanie jest…
        Spróbuj obejrzec choćby rewelacyjną scene końcową (choc bez kontaktu nie jest ona tak wymowna – w każdym razie tekst piosenki należy traktować dosłownie – to istotne), moze się przekonasz:

        (niestety wymaga zalogowania na YT)
        A co do sportu – nie jestem pewien czy nie było takich filmów?

  12. a ja jednakowoż jestem rozczarowany. film w ustach innego reżysera byłby dobry, ale to jest aronofski który nakręcił kilka naprawdę ujmujących obrazów. bardzo dobry, jak zwykle zresztą, cassel.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s