Nie opuszczaj mnie

Never Let Me Go   2010

reżyseria –  Mark Romanek

scenariusz – Alex Garland

produkcja – USA, Wielka Brytania

gatunek – dramat, thriller, science fiction

muzyka – Rachel Portman

moja ocena – 8/10

 

„Nie opuszczaj mnie” to historia zaczynająca się bardzo niewinnie. W angielskiej szkole z internatem  Hailsham uczą się Kathy, Ruth i Tommy. Razem z innymi dziećmi prowadzą bardzo zdrowy tryb życia – uprawiają sporty, jedzą warzywa, zażywają witaminy, uczą się, rozwijają swoje artystyczne zdolności. Jedyną zastanawiająca nas rzeczą, która burzy idylliczny obrazek brytyjskiej wsi jest fakt, że dzieci nigdy nie opuszczają murów posiadłości i posiadają bransoletki ze specjalnymi nadajnikami, dzięki którym pokazują gdzie dokładnie dzieci są, w jakim pomieszczeniu, o której godzinie wracają itd. Jednak nie jest to coś, co im przeszkadza. Tak po prostu już jest i tyle. Nie zastanawiają się specjalnie nad tym, jak wygląda świat poza murami Hailsham. Pewnego dnia jedna z ich opiekunek wybucha na lekcji i mówi im prawdę – nie czeka ich żadna przyszłość, kiedy skończą szkołę i dorosną zostaną dawcami organów, po to właśnie zostali stworzeni, aby ratować innych. Opiekunka zostaje wydalona ze szkoły i wszystko wraca do „normalności”.

Kathy ( Carey Mulligan ), Tommy ( Andrew Garfield ) i Ruth ( Keira Knightley ) to swoisty trójkąt emocji. Od dzieciństwa są przyjaciółmi, znają tylko Hailsham i kiedy zostają wysłani dalej, aby dorosnąć także trzymają się razem. Kathy i Tommy są w sobie zakochani, jednak on jest chłopakiem Ruth, którą chyba też kocha. Ruth trzyma go mocno przy sobie i nie pozwala zbliżyć się do niego Kathy. Krąży między nimi wszystkimi miłość, nienawiść, zazdrość, niepewność i pożądanie. Kathy postanawia zakończyć tę chorą sytuację i składa wniosek o zostanie opiekunką. Ich drogi wreszcie się rozłączają. Każdego czeka ten sam nieuchronny koniec, ale pragną go odwlec. Reszta świata uważa ich za istoty nie posiadające duszy, worki z mięsem oddające organy, aby ratować ludzi, dla których zostali stworzeni. Jednak oni przecież czują, kochają … Czy ich życia tak bardzo różnią się od żyć, które ratują … ?

„Nie opuszczaj mnie” to piękny, smutny film nakazujący zadania samym sobie wielu pytań dotyczących moralności. Jak my byśmy się zachowali gdyby istniała możliwość tworzenia klonów, które ratują przed rakiem  i innymi śmiertelnymi chorobami. Świat bez chorób okupiony ofiarą klonów. Gdzie leży granica człowieczeństwa ? Kiedy nadchodzi moment, w którym człowiek wchodzi w kompetencje Boga i czy powinien to robić ?

Jednak podczas oglądania tego filmu coś nie dawało mi spokoju – niedopowiedzenia. Dlatego sięgnęłam po książkę pana Kazuo Ishiguro z wielką nadzieją, że dowiem się więcej.

Niestety ( a może stety ) okazało się, że film jest dokładnym odzwierciedleniem książki. Dlatego nie dowiemy się z niej niczego więcej. Elementy science fiction to tylko bardzo niewyraźne tło. Bardziej liczą się uczucia i emocje głównych bohaterów. Po lekturze tej książki mamy pewność, że klony posiadają ludzkie cechy, tak samo cierpią, kochają, boją się. Jedyna różnica jest taka, że tak szybko umierają dla tych, którzy je stworzyli.

W słowach japońskich pisarzy często pojawia się taki specyficzny smutek zabarwiony lekką nostalgią. Smutek, który udziela się nam samym, potrafimy go oswoić i polubić. Służy nam do lepszego zrozumienia fabuły, empatycznego zrozumienia bohaterów i do zastanowienia się nie tylko nad ich światem, ale też nad naszym.

Podsumowując bardzo dobra książka i równie dobry film. Zdecydowanie polecam.

 

 

Reklamy