seria o Sookie Stackhouse + serial True Blood

Jak co pół roku niesamowicie zaskoczyła mnie sesja. Dzieje się tak regularnie, więc zdążyłam się przyzwyczaić… jednak pożeranie materiałów, notatek, książek (psychologicznych oczywiście), reportaży, kserówek, wyników badań, sondaży etc. w TAK krótkim czasie powoduje, że brak mi absolutnie czasu na prowadzenie bloga. Oczywiście w ciągu dwóch tygodni wszystko powinno wrócić do jako takiego porządku. Chociaż jest tyle spraw, które odkładam na „po sesji”, że i w wakacje tego czasu wcale nie będzie pod dostatkiem, ale nie narzekam. Życie jest po to, żeby je przeżyć, a nie prześlęczeć nad klawiaturą 😉

Bardzo mi miło za wszystkie życzliwe maile, które mi wysyłaliście z pytaniami, czy z Przyjemnostkami wszystko w porządku. Przyjemnostki mają się dobrze i będą mieć się dobrze dopóty, dopóki będę czerpać przyjemność zarówno z czytania jak i pisania. Dziękuję za troskę i naprawdę jestem zaskoczona, że komuś oprócz mnie zależy na Przyjemnostkach. To bardzo budujące i połechtało moją dumę 😉

 Oczywiście nie mogę przez czas krwiożerczej sesji całkowicie odciąć się od książek ( NIE na temat psychologii, co jest wielką ulgą). Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że zajmuję się czymś absolutnie nie na temat czytam w wolnej chwili mbooki na moim telefonie i trafiło mi się akurat na serię o przygodach Sookie Stackhouse. Możecie się oburzać mało ambitnym wyborem lektury, ale wierzcie mi, że nic nie robi tak dobrze mojemu umysłowi podczas egzaminów jak odmóżdżająco-relaksująca lektura. 

Pierwszy był serial „True Blood”, który nie do końca mi się podobał, ale po rekomendacji mojej przyjaciółki ( im dalej tym będzie ciekawiej a poza tym … Eric Northman! 😉 ) oglądałam kolejne odcinki i się wciągnęłam. Mimo wszystko, miałam długie rozkminki pod tytułem „dlaczego ja to oglądam?” True Blood wzbudzało we mnie często obrzydzenie i zdegustowanie, główna bohaterka irytowała bardziej niż kłótnie Jarka i Donalda, a jej ukochany Bill drażnił mnie tym, że jest po prostu wyjątkowym brzydalem. Oczywiście po jakimś czasie pojawił się zapowiadany gorąco Eric Northman – najciekawsza (i najprzystojniejsza) postać w serialu. On też wzbudził moje wielkie zaskoczenie. Mój typ męskiej urody to brunet/szatyn o lekko opalonej skórze z bardzo zgrabnym tyłkiem (Radziu kocham Cię!) i koniecznie pięknych, ładnie zarysowanych oczach  (Radziu kocham Cię bardziej!). Tutaj dostałam wysokiego trupio bladego blondyna z baczkami(!). On nawet rzęsy ma blond, czego wyjątkowo u facetów nie lubię. Jednak okazuje się, że moje zaprzeczenie męskiej urody stało się najbardziej fascynującą i przyciągającą do serialu postacią. Jeśli wydarzyło się coś ciekawego to Eric był tego przyczyną i oglądałam dalej. Co z tego, że cała reszta postaci wyjątkowo mnie drażniła, a samej Sookie nie raz i nie dwa przywaliłabym patelnią, żeby się w końcu otrząsnęła i przejrzała na oczy. Oczywiście Eric nie jest jedynym plusem tego serialu. Podobają mi się głupawe dowcipy brata głównej bohaterki Jasona, którego poziom inteligencji jest bliski upośledzenia. Może to też świadczy i o moim poziomie poczucia humoru, ale śmieję się głośno z samego wyrazu jego twarzy, a jak już coś powie to ryczę dwa razy głośniej.

 Poza tym lubię ten brutalny świat True Blood, który wydaje się taki rzeczywisty mimo jego fikcyjności. Ciekawie zarysowane jest społeczeństwo, które dowiaduje się o istnieniu wampirów i musi zaakceptować ich istnienie w swojej codzienności. Rozumieją, że dzięki wynalezionej przez Japończyków syntetycznej krwi stworzenia nocy nie muszą już zabijać, ale i tak budzą strach i niechęć. Część ludzi zaczyna fascynować te nocne (nie)życie, inni udają, że nic się nie stało, a jeszcze inni łączą się w sekty aby zabijać w imię Jezusa(!) te grzeszne kreatury. Ten podział społeczeństwa jest bardzo prawdopodobny i może właśnie za tym kryje się fenomen oglądalności serialu – wiemy, że gdyby taka sytuacja zaistniała w naszym świecie ludzie zachowywaliby się bardzo podobnie.

Podsumowując mój wywód na temat serialu HBO – nie jest on tylko zabierającym czas antenowy gniotem o parzących się wampirach (chociaż w pewnej mierze oczywiście jest ale nie tylko!), nie jest arcydziełem pod względem fabularnym czy aktorskim. Jest rozrywką i pewnym antidotum na naszą szarą codzienność. Wstajemy, jemy, idziemy do pracy/szkoły, wracamy, znowu jemy, w międzyczasie wydalamy i kiedy wieczorem usiądziemy, żeby obejrzeć film/serial, przeczytać książkę marzymy o tym, żeby wreszcie COŚ nieprzewidywalnego wydarzyło się w naszym życiu. Marzenia zastępuje nam ekran komputera. Jeśli True Blood daje komuś wytchnienie od codzienności i jakieś nowe emocje to ja nie nazwałabym tego serialu złym.

 

 Jeśli chodzi o książki tu sprawa jest bardzo podobna. Charlaine Harris stworzyła serię lekką, łatwą i przyjemną w odbiorze. Dostajemy główną bohaterkę podaną jak na talerzu. Sookie jest jednocześnie narratorką powieści, więc wiemy o niej dosłownie wszystko. Nie dostajemy nawet nutki tajemnicy. Wszystkie uczucia, emocje, przemyślenia, pragnienia, a nawet rozterki w doborze bielizny na pierwszą randkę dają nam szczery i dosyć prosty obraz Sookie. Również w wersji książkowej to Eric jest najciekawszą postacią. Niestety, inne postacie drugoplanowe, które błyszczą w serialu (Lafayette, Jessica, Hoyt, Godric, Russel) w wersji książkowej są tylko tłem i znikają równie szybko jak się pojawiły (Jessici nie ma wcale). Autorka skupia się najbardziej na sercowych i seksualnych rozterkach głównej bohaterki, a cała fabuła wydaje się bardzo prymitywnie zarysowana i prowadzona najprostszą drogą bez żadnych zakrętów. Niestety, w każdej książce domyśliłam się „kto zabił” o wiele za wcześnie.Kolejny raz przekonałam się, że książka nie zawsze okazuje się lepsza od serialu. Seria o Sookie Stackhouse rozczarowała mnie podobnie jak „Pamiętniki wampirów”, na których podstawie powstał naprawdę dobry serial (ale o tym innym razem ;)). Podziwiam scenarzystów, ponieważ na bardzo słabym książkowym fundamencie oparli ciekawą fabułę, rozbudowali prawa rządzące światem wampirów i ludzi oraz popchnęli książkową historię w interesującym kierunku. Nie jest to najlepszy serial jaki oglądałam, jest raczej przeciętny i czasami naprawdę wyjątkowo drażni, ale posiada to magiczne coś, które przyciąga widza i pozwala mu odpocząć od bezpiecznej i nudnej rzeczywistości.

Reklamy

24 thoughts on “seria o Sookie Stackhouse + serial True Blood

  1. Co do sesji to doskonale Cię rozumiem. Mnie też zawsze zaskakuje, byle do wtorku i postanawiam o nauce więcej nie myśleć. Nie jestem fanką wampirzych tematów, więc raczej nie skuszę się ani na serial ani na książki. Pozdrawiam 🙂

  2. Cieszę się, że powoli wracasz do blogowego świata:)). Co do serialu True Blood to bardzo go lubię, ale podobnie jak Ty też miewam czasami wątpliwości co do niektórych scen czy wątków. A tak poza tym czytałam chyba dwie części książkowej wersji i jakoś wybitnie mnie nie zaskoczyły:). Serial jest znacznie ciekawszy i już jestem po dwóch odcinkach 4 sezonu. Oj dzieje się, dzieje:D
    Pozdrawiam!!

    • Czwarty sezon zaczął się wyjątkowo ciekawie 😉 Bardzo dobrze, że akcja zaczyna się rok po wydarzeniach z trzeciego sezonu, mamy wiele zmian i niespodzianek do odkrycia ;]

      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa 🙂

  3. Wróciłaś! :)) Ostatnio często sobie Ciebie przypominałam i też zastanawiałam się, gdzie zniknęłaś :). Fajnie, że już jesteś. Co się tyczy True Blood to co jakiś czas zastanawiam się, czy go nie obejrzeć, po czym jak sobie przypominam pierwszy i jedyny odcinek jaki obejrzałam, to natychmiast postanawiam, że nie. Natomiast Vampire Diaries uwielbiam i nie mogę się doczekać trzeciego sezonu :). Na szczęście z książką zdają się mieć wspólne tylko imiona postaci…

  4. Uwielbiam ten serial! Wciągnął mnie jak żaden od lat 😉 Książkę przeczytałam tylko jedną, pierwszą i jest o niebo gorsza od serialu, faktycznie, brawa dla ekipy HBO. Oni ponoć się specjalizują w robieniu dobrych seriali, nawet z niczego 😉
    Ja niestety nie mam HBO, więc muszę poczekać na czwarty sezon, buuuu…

  5. Ja ten serial lubię, a piosenkę po prostu uwielbiam!

    Fanie, że wróciłaś 🙂

    i fajnie, że się wybrałaś do Wilżyńskiej Doliny 🙂

  6. Sesja jest złem wcielonym. nie wiem, jak tam u Ciebie ale u nas w tym czasie zarówno ćwiczeniowcy, jak i wykładowcy stwierdzają, że trzeba zrobić wszystkie egzaminy, zaliczenia, czy też kolokwia na raz. I nie ważne, że mieliśmy cały semestr, żeby było można na ćwiczeniach zaliczać mniejsze partie materiału. Wszystko trzeba robić na łeb na szyję. Potem jest gadanie, że studenci olewają naukę.

    Jeśli chodzi o ksiażki Charlaine Harris są fajne, jednak do rewelacji sporo im brakuje. Swoją drogą usunięcie wszystkich scen, w których Soockie rozprawia nad swoim wyglądem, jak to uwielbia czuć się seksownie i ładne ‚majteczki’ (ught! jak nie lubię tego zdrobnienia) byłoby ogromnym plusem dla całości. Niestety wtedy nie wiele by z nich chyba zostało.

    Serial… Przyznaję, że jest dobrze zrobiony itd, jednak moim zdaniem, momentami aż niesmaczny. Nic na to nie poradzę.

    • To prawda, że jest niesmaczny, nawet bardzo… ale jak powiedział Alexander Skarsgård podczas wizyty w Polsce to się najlepiej sprzedaje – przemoc, seks i hektolitry krwi 😉

  7. Nie dla mnie – próbowałam czytać, ale nic mi z tego nie wyszło. Jak dla mnie literacka katastrofa.
    Ale serialu nie znam, może kiedyś dla odprężenia… 😉

  8. Czysta krew- serial, w którym absurd goni absurd i który darzę absolutnym uwielbieniem 😀 No powiedzcie mi, który inny serial można oglądać z tak szerokim uśmiechem na twarzy? Czystej krwi nie da się traktować poważnie i za to właśnie ją kocham 🙂 Genialni bohaterowie- wymieniony przez Ciebie Eric i Jason, genialny szeryf Andy, wampir Franklin (co prawda już go nie ma, ale jak dotąd- moja ulubiona postać) i mało inteligentna Sookie 😀 Nie mogę się doczekać trzeciego odcinka czwartego sezonu, liczę na rozwinięcie wątku Eric-Sookie 😀
    Co do książek- czytałam pierwszą część. O tempora, o mores, cóż za grafomaństwo, ale jak lekko się czyta 😀 Mam w planach przeczytanie całej serii po angielsku- skoro i tak nie ma co liczyć na dobry język to może chociaż w slangu się podszkolę 😉
    A na koniec gratuluję zakończenia sesji 🙂 W nagrodę czeka Cię zasłużony relaks przy dobrej lekturze 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  9. Welcome back:))) Zaczynałam się martwić. U mnie tez przestoje, ale cieszę się wakacjami i mi sie nic nie chce:)
    Jesli zaś chocdzi o True Blood , to utknęłam gdzieś w polowie pierwszego sezonu i jakoś nie mogę przbrnąć dalej. A pamietam, że jak obejrzałam pierwszu odc. to sobie pomyślałam, że świetny pomysł z ta sztuczną krwią i wampirami żyjącymi tuż obok ludzi i walczących o swoje prawa jak jakaś mniejszość. Ale poźniej… Wydaje mi się, że to wina bohaterów. Sookie jest wkurzająca i ciężko ją lubić, a cała reszta tez mnie nie zachwyciła. P prostu boahterzy mi nie odpowiadają. I o ile kiedys miałam nadzieję, że książka jest jednak lepsza ( jak to wielokrotnie bywa) to po przeczytaniu paru stron w Empiku, odrzuciłam ją daleko, daleko… Żal czasu…

  10. Mnie True Blood tak wciągnęło, że pierwsze dwa sezony obejrzałam kilka razy, a że na trzeci trzeba było wtedy jeszcze czekać pół roku, zabrałam się za książki 🙂 To była moja pierwsza paranormalna seria i całkiem mi się podobała. Ale mnie interesował wtedy wątek romantyczny Sookie, bo – wtedy – Stephen Moyer był dla mnie odkryciem. Po jakimś czasie przekonałam się jednak do Erica – choć jest totalnym zaprzeczeniem mojego typu. Ale coś takiego w sobie ma, że się go chce oglądać 🙂 I tak naprawdę to przez True Blood przekonałam się do fantastyki – bardzo to była okrężna droga: od serialu, przez książki, potem kobiece UF i paranormalne romanse aż w końcu trafiłam na „Siewcę…” Kossakowskiej i wkroczyłam na ścieżkę fantastyki 🙂

  11. Ooo, widzę, że mamy identyczne wrażenia odnośnie Erica! Uwielbiam go, chociaż ten typ urody to nie moja bajka.
    Ogólnie jestem po uszy zakochana w tym serialu. Wciągnęłam się w niego strasznie, teraz tylko z niecierpliwością czekam na nowe odcinki.
    Trzymaj się ciepło – obyś w wakacje znalazła chwile wytchnienia i czas na własne przyjemności 🙂

  12. No to ja mam podobnie – serial mnie drażni … aktorzy występujący również, więc po paru odcinkach przestałam oglądać, chociaż wyczekiwałam na niego z zapałem. Za to mój chłopak uwielbia ten serial.
    Książek nie czytałam, ale wychodzę z zasady, że z reguły są lepsze od serialu (chociaż może Dextera wolałam jako serial :)) więc na pewno po nie kiedyś sięgnę.

  13. Ale się cieszę, że jesteś :).
    Zaglądałam co jakiś czas do Ciebie z niecierpliwością oczekując nowych wpisów, ale domyśliłam się, że sesja pochłonęła całą Twoją uwagę.
    Mnie czeka jeszcze jeden egzamin i też oddam się wszystkiemu co odkładałam na „po sesji” ;).

  14. Lubię serial, ale trzeci sezon był dla mnie tak słaby, że czwarty mogli nakręcić nawet za 5 lat i nie płakałabym z tego powodu. Z książek czytałam dwa pierwsze tomy – lekkie, ale trochę prymitywne. Na odmóżdżenie w sam raz. 😉

    Na początku byłam za Billem, ale od drugiego sezonu jestem wierna Ericowi. W drugim sezonie Bill stał się rozmiękłą kluską, a w trzecim dupkiem. I cóż… oglądam i pewnie długo nie uwolnię się od tego serialu.

  15. Miałam pierwszy tom w planach, ale ostudziły mój zapał negatywne opinie i przez to kompletnie zapomniałam o tej książce. Serialu nie oglądałam. Szczerze mówiąc od kilku lat w ogóle mało co oglądam 😉

  16. Ach, a Eric to właśnie mój ideał 😉 Nawet spogląda na mnie z tapety komputera. Co do książek – dzięki Ci wielkie, że o nich napisałaś, bo ja ubolewam nad tym, że ciężko mi je dostać w moich bibliotekach i w związku z tym żadnej nie przeczytałam, ale skoro piszesz, że mocno różnią się od serialu to chyba je sobie daruję. To że nie ma Jessici to wielka strata, to moja druga po Ericu ulubiona postać. Chwała więc scenarzystom, którzy ją wymyślili 🙂 A co do serialu: pierwszy sezon mnie oczarował – spodobał mi się ten małomiasteczkowy klimat i oczywiście same wampiry. Drugi był dla mnie najgorszy – strasznie mnie wkurzała Tara i cały wątek Maryann. Natomiast w trzecim też troszkę przegięli, bo okazuje się, że praktycznie w Bon Temps nie ma normalnych ludzi, każdy jest dziwny, a zakończenie z wróżkami mnie dobiło. Ale czwarty sezon rozpoczął się całkiem ok. Jednak oglądam i będę pewnie oglądać, bo jak piszesz, jest to wspaniała odskocznia od codzienności 🙂

  17. Co do sesji – całkowicie Cię rozumiem. 🙂
    A serial i książka… Najpierw przeczytałam książkę i podobała mi się. Podobał mi się przede wszystkim świat tam wykreowany – w którym ludzie wiedzą o istnieniu wampirów, a cała ta sytuacja podobna jest do walki o swoje prawa przez homoseksualistów kilkadziesiąt lat temu. Potem obejrzałam pierwszy sezon serialu, który też mi się podobał. I utknęłam…. Bo zanim obejrzę dalsze odcinki – chcę przeczytać książki. No a tak jakoś wyszło, że zawsze znajdzie się coś innego. Mam jednak nadzieję to nadrobić. Może w te wakacje?

  18. Mi się wydaje, że plus serii o Sookie Stackhouse to pokazanie tego całego rozgardiaszu po tym jak wampiry ujawniają się – to zupełnie jak każda mniejszość czy „inność” nagle pokazuje się w świetle dnia większości. Na tle lit. wampirycznej Sookie nie jest jeszcze taka zła – Harris miała na nią pomysł – telepatka – przez co logiczne wydaje się jej „dobre” (choć w wielu przypadkach „chore”) sampoczucie przy tych istotach oraz jej powiązanie intymne z nimi. Inna sprawa to już samo wykonanie – nie najwyższych lotów. Z serialem jest tak, że z sezonu na sezon jest lepszy. Ball ciekawie rozwinął postaci, na szczęście! nie uśmiercil Lafayette’a – dla mnie bardzo ciekawie wymyślonego, pomyślanego i zagranego. Oczywiście Jason i jego teksty rozbrajają mnie – najb. chyba w serii 3, kiedy wołał kosmitów, Allaha i inne jednostki wyższe mogące mu pomóc:D A serial ma taką oglądalność z prostej przyczyny – jest drapieżny i jak to w produkcjach HBO jest dużo seksu.

  19. niesamowity serial, jeden z najlepszych jakie pojawily sie w ostatnich latach 😀 rzeczywiście dużo seksu, masa nieoczekiwanych zwrotów akcji, no i multum, ale to po prostu multum różnego rodzaju dziwactw natury 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s