O północy w Paryżu

 Midnight in Paris 2011  

reżyseria – Woody Allen

scenariusz – Woody Allen

produkcja –  Hiszpania, USA

gatunek – fantasy/komedia romantyczna  

muzyka – nie mogłam nigdzie znaleźć informacji, wielka szkoda

moja ocena –  8/10  

 

Większość kinomaniaków, z którymi zdarzyło mi się rozmawiać są podzieleni na dwie grupy. Pierwsza uważa, że mistrzem w trudnej sztuce reżyserii jest Woody Allen, a druga twierdzi, że to zdecydowanie Pedro Almodóvar. Oczywiście obie grupy uważają, że to one mają rację i czasami z wrogością lub z lekką pogardą odnosi się do tych, którzy mają inne zdanie. Trochę dziwi mnie dlaczego nazwiska: Allen i Almodóvar są często wykorzystywane do stworzenia kontrastu pomiędzy ich filmami i kinem w ogóle. To są absolutnie inni twórcy, o zupełnie innej wrażliwości, światopoglądzie i warsztacie. Łączy ich jedno – każdy z nich lubi mieć swoją muzę. Oczywiście muzy się zmieniają, a czasami nawet zmieniają obiekt uwielbienia, jak było na przykład ze Scarlett Johanson i Penelope Cruz, które z jednego reżysera przerzuciły się na drugiego i były muzami obu. Jeśli chodzi o moją osobę to nie należę do żadnej z tych grup. Doceniam sztukę, warsztat i pracę każdego z nich, ale żadnego nie uważam za mistrza kina. Są artystami swojej kategorii, ale żaden z nich nigdy nie poruszył swoim filmem mojego serca.

Woody Allen znany był  z tego, że robił filmy, których akcja zawsze działa się w tym samym miejscu – rodzinnym mieście reżysera Nowym Jorku. Nie przepadam za jego starszymi filmami, wszystkie są mniej więcej o tym samym i jedyne co zostało pokazane tam najpiękniej to miasto Nowy Jork.  Woody ma wielki talent do pokazywania specyficznej atmosfery danego miejsca, czasami nie wychodzi mu cała historia czy prowadzenie postaci, ale to, co zapamiętujemy to właśnie miasto. Dopiero w 2005 roku reżyser zdecydował się swoją fabułę umieścić gdzieś indziej. Bohaterem jego historii został Londyn na trzy filmy. Później przeniósł się do gorącej Barcelony, gdzie nakręcił bardzo dobry film „Vicky Cristina Barcelona”, następnie wrócił na ukochany Manchattan z „Co nas kręci, co nas podnieca” i z powrotem wrócił do Londynu, gdzie powstał przeciętny według mnie obraz pod tytułem „Poznasz przystojnego bruneta”. W tym całym  podróżniczym zagmatwaniu Allen postanowił spróbować, czegoś zupełnie innego. Paryż okazał się bardzo udanym przystankiem.

Midnight in Paris  to opowieść (oczywiście!) o Amerykanach, którzy przyjechali na krótki urlop do Paryża. Młode narzeczeństwo Gil  (Owen Wilson) i Inez (Rachel McAdams) planują ślub i wspólne życie. Na pierwszy rzut oka niespecjalnie do siebie pasują. On ma duszę artysty – po pisaniu scenariuszy do średniej jakości filmów napisał powieść, którą cały czas poprawia i boi się ją komuś pokazać, zakochał się w Paryżu i chciałby tu zamieszkać. Ona to twardo stąpająca po ziemi jedynaczka, dla której bardzo ważne są pieniądze, pozory i opinia innych ludzi, chce mieszkać w Malibu, a Paryż ją trochę drażni. W ich związku więcej jest sprzeczek i warczenia Inez na Gila niż miłości. Kiedy ona przypadkowo spotyka swoją dawną miłość, on czuje się odepchnięty i po prostu gorszy od konkurenta.  Pewnej nocy zrezygnowany Gil postanawia przejść się po Paryżu sam. Oczywiście Ci, którzy byli w Paryżu, chyba dobrze wiedzą, co oznacza to sformułowanie. Zgubić się tam jest bardzo łatwo. Mężczyzna nie może znaleźć drogi powrotnej i o północy siada na jakiś przypadkowych schodach. Zza rogu ulicy wyłania się staroświecki samochód, a rozbawione towarzystwo ubrane w stylu retro zaprasza go do środka. Gil wyrusza w największą przygodę swojego życia. Z roku 2010 przenosi się w szalone lata 20-te dwudziestego wieku. Poznaje swoich ulubionych pisarzy (Hemngway, Fitzgerald), największych artystów (Picasso, Dali, Gauguin) i zostaje z miejsca zauroczony w pięknej i tajemniczej Adriannie (Marion Cotillard). Pytaniem jest – czy Gil zechce opuścić ten idealny i wymarzony przez niego świat dla szarej rzeczywistości?

 Dla mnie perłami tego filmu są trzy przepiękne czynniki – Marion Cotillard, rodowita Paryżanka o wyjątkowej, zapadającej w pamięć urodzie i pięknym głosie (i ten jej uroczy akcent! którego w innych filmach nie słychać), cudowna, nastrojowa muzyka (niestety nie mogłam nigdzie znaleźć informacji, kto jest jej twórcą) i sam Paryż. Na początku filmu są ujęcia tego miasta w różnych sytuacjach – ranek, popołudnie, noc, słońce, deszcz – coś pięknego! Powiem szczerze, że Paryż w tym filmie uwiódł mnie bardziej niż kiedy go widziałam na własne oczy.  Jeśli chodzi o główną rolę  Owen’a Wilson’a to poradził sobie znakomicie, w pewnych momentach przypominał mi aktorsko samego Woody’ego Allen’a, który może nie jest wybitnym aktorem, ale ma pewien charakterystyczny urok i czar. Bardzo spodobał mi się też Adrien Brody w roli Salavadora Dali i małżeństwo Fitzgerald’ów. Bardzo dobry, pozytywny film, uroczo przegadany i mający ciekawy morał, że warto jest tworzyć własną teraźniejszość, a nie wzdychać za przeszłością.

Advertisements

27 thoughts on “O północy w Paryżu

  1. Zastanawiałam się, czy obejrzeć i szczerze mówiąc do tej pory nie wiem, czy przypadnie mi do gustu, bo za Allenem raczej nie przepadam, ale po przeczytaniu recenzji mam ochotę zmierzyć się z tym filmem 🙂

  2. Udało Ci się mnie zachęcić. Jestem okropnym przypadkiem, bo uwielbiam kino, ale nigdy nie widziałam ŻADNEGO filmu Almodovara, a Allena chyba tylko dwa… Bardzo lubię Cotillard i ten Brody mnie kusił, ale tak mi się romansowo ten film kojarzył, że nie wiedziałam, oglądać czy nie. Ale skoro „uroczo przegadany” to zobaczę 🙂

  3. Ja jakoś z góry lubię filmy z akcją umiejscowioną w Paryżu – w którym nigdy nie byłam, ale zawsze o zwiedzeniu tego miasta marzyłam.
    Był taki stary film (też komedia romantyczna) pt. „Sabrina” z Harrisonem Fordem i Julią Ormond – utkwiło mi w głowie jedno zdanie z tego filmu – „W Paryżu odnalazłam siebie”… Pamiętam je od czasów dzieciństwa i chętnie do niego wracam.
    Lubię Paryż, który pewnie jest zatłoczony itp., ale chętnie, bardzo chętnie obejrzę „O północy w Paryżu”.
    🙂

    • Jeśli lubisz oglądać Paryż, niekoniecznie ten najnowszy, to polecam Ci trzy filmy z magiczną Audrey Hepburn – „Sabrinę” (tak, z Harrisonem Fordem to jest remake właśnie tego arcydzieła!), „Zabawną buzię” i „Kiedy Paryż wrze”.

  4. Miałam okazję być na tym filmie w kinie -w sumie przez przypadek, bo wygrałam bilety na weekendowy seans i wtedy grali właśnie „O północy w Paryżu”. Jak dla mnie film był ciekawy, ale nie powalał na kolana. Miał swoje dobre momenty, choć były i fragmenty nieco nudniejsze. Momentami odnosiłam dziwne wrażenie, że niektóre dialogi na siłę wymuszały śmiech -coś w stylu śmiejmy się, bo to miało być śmieszne. A najlepszą miałam zabawę, jak obserwowałam widownię, która dość późno się zorientowała, że główny bohater wędruje w czasie [nie skojarzyli niektórych nazwisk znanych z historii].

    • Właśnie! Zapomniałam o tym wspomnieć we wpisie. „Midnight in Paris” to film dla ludzi inteligentnych i oczytanych. Takich, którzy znają sławne nazwiska, które pojawiają się w filmie i wiedzą o co chodzi 😉 Także efekt bycia w la belle epoque wymaga trochę wiedzy. Ignorantom ten film na pewno się nie spodoba, bo nie będą wiedzieli o co chodzi 😉

  5. Domyślasz się pewnie, że po przeczytaniu twojej recenzji mam banana na twarzy. Moją opinię już znasz, obłędnie zakochałam się w tym filmie.

    Przyznam, że jakoś nie doszły do mnie wiadomości o ustawkach Almodovaratystów z Allenistami.:) Obu reżysersów lubię, cenię od pierwszego seansu. Nie potrafię opisać za co ich cenię, ale ich charakterystyczne rysy znacznie wzbogacają światową kinematografię.

    • Ja mam takie szczęście, że wszyscy kinomaniacy, jakich znam są albo jednej, albo po drugiej strony barykady, a nie daj Boże, żeby się spotkali, bo sama dyskusja może zabić ;]
      Kiedy czytałam recenzję u Ciebie, wiedziałam, że muszę obejrzeć ten film! 😉

  6. A ja jestem chyba reprezentantką tzw. „złotego środka”. Uwielbiam zarówno filmy Allena, jak i Almodovara. W ogóle dziwnym wydaje mi się porównywanie tych dwóch, zupełnie innych reżyserów do siebie. Ich filmy są tak różne, a przy tym zawsze po prostu doskonałe.

    Almodovar to typowy południowiec: gorąca krew, diabelski temperament, kontrowersyjna fabuła.
    Allen to intelektualista: długie, rozmyślne dialogi, intelektualne dysputy, wyrafinowane dowcipy.

    „O północy w Paryżu” to jeden z tych starych, dobrych filmów Allena. Widać, że wyszedł już z tych na długo przybranych ram humorystycznych i zarazem temperamentnych. Poeksperymentował w „Vicky Christina Barcelona”, poironizował w „Whatever works”, przeszedł od problematyki winy oraz kary („Match point”, „Sen Kasandry”) do komedii miejskiej („Poznasz przystojnego bruneta”) i wrócił do dawno nieużywanej konwencji, którą zapewne najlepsi fani (niekoniecznie Ci którzy nie lubią Almodovara;)) pamiętają z „Annie Hall” czy „Manhattanu”. Może trudno ten najnowszy film porównywać do dwóch przeze mnie wymienionych, ale właśnie o nich myślałam oglądając przygody Gila w Paryżu.

    Byłam zachwycona i najchętniej poszłabym jeszcze raz 🙂

      • Tak jak wspomniałam – trudno doszukiwać się podobieństw tego filmu do poprzednich, ale „O północy w Paryżu” to bardzo głęboka analiza naszych czasów, z dosyć pokrętnym morałem, przesiąknięta umoralniającymi dialogami i genialnymi bohaterami. Takie umoralniające, inteligentne i zarazem ironiczne kino mamy też przecież w „Annie Hall” i „Manhattanie”. Stąd moje rozmyślanie na ten temat 🙂

        A świeżość widać w każdym kolejnym dziele Allena. Zawsze, przed pójściem do kina na nowy film klnę w duchu i mówię sobie, że przecież nic nowego już nie wymyśli. Zawsze się jednak mylę i wychodzę z kina zaskoczona.

  7. O dziwo jest to pierwszy film Allena, który naprawdę mam ochotę zobaczyć. Bo ja jestem przypadkiem beznadziejnym, nie lubię Almodovara i nie przepadam za Allenem – „Match Point” i „Manhattan” to świetne filmy, ale reszta mnie nie zachwyciła. Chociaż podobno jakbym obejrzała „Życie i cała reszta” (do czego się powoli przymierzam), to mężczyzna mego życia twierdzi, że bym pokochała. Ale nawet on się czasem myli 🙂
    A „O północy w Paryżu” mnie nęci tymi portretami sławnych artystów, szczególnie Dali w wykonaniu Adriena Brody, który jest rewelacyjnym, czarującym aktorem. Ale do kina pewnie się nie wybiorę, poczekam na dvd…

    • „Życie i cała reszta” jest specyficznym filmem. Z jednej strony wydaje się genialnym, z drugiej dosyć pokrętnym i opartym tylko na doskonałej grze Christiny Ricci. Trudno więc go bezwzględnie polecić 🙂
      Mnie Allen faktycznie zaskoczył właśnie „Match pointem”, ale pokochałam go dopiero po oglądnięciu „Annie Hall” oraz „Whatever works”. „O północy w Paryżu” mnie zachwyciło, ale ja już nie jestem obiektywna… (Dali to chyba najlepsza rola drugoplanowa w tym filmie, pojawia się na krótki czas i całkowicie powala na kolana!)

    • Nie jesteś przypadkiem beznadziejnym, jesteś przpadkiem oryginalnym i to jest baaaardzo ciekawe 😉 Gdyby wszyscy myśleli tak samo świat byłby nudny 😉
      Salvador Dali (jeden z moich ulubionych artystów malarzy) w wykonaniu Adriena Brody to mistrzostwo! Co prawda, ta postać pojawia się na krótką chwilę, ale jego oderwanie od rzeczywistości, gesty, słowa są świetnie wykonane. Chciałabym, żeby powstał film o Dalim z główną rolą Adriena Brody 🙂

  8. Bardzo się go obawiałam, a to w jaki sposób został on rozreklamowany odebrał mi całkowicie ochotę na seans. Ty jednak piszesz o nim w tak uroczy sposób, że ciężko oprzeć się chęci obejrzenia go już teraz! Naprawdę, sprawiłaś, że spojrzałam przychylniejszym okiem na tą „najbardziej kasową produkcję Allen’a” 🙂
    Ślę uściski,
    Ala

    • Reklama była namolna i nieprzyjemna. Polski plakat jest koszmarny, kojarzy się z jakąś głupawą komedią romantyczną…
      Nie zrażaj się i obejrzyj koniecznie 🙂 Myślę, że „Midnight in Paris” powinien Ci się spodobać 😉

  9. Mnie zupełnie nie przeszkadza lubić i cenić zarówno filmy Woody’ego Allena, jak i Almodóvara, mimo, że są oni twórcami tak odmiennie traktującymi kino.
    Broniłbym jednak starszych filmów Allena. On chyba z czasem zaczął się coraz bardziej kinem bawić (w czym oczywiście nie ma nic złego, bo dzięki temu mamy choćby tak sympatyczny film, jak „O północy w Paryżu”.
    Z tego co wiem, wędrówka Allena po europejskich stolicach (wiążąca się z realizacją w nich swoich filmów) trwa nadal. Tym razem reżyser jest ponoć w Rzymie. Bardzo jestem ciekaw, co też z tego wyniknie 🙂

    Pozdrawiam

    • To właśnie najbardziej lubię w moich Przyjemnostkach – pojawiają się tu ludzie o najróżniejszych gustach i wprowadzają świeżość w każdej dyskusji 🙂 Ja nie napisałam, że starsze filmy Allena są złe, napisałam tylko, że mnie osobiście nie zauroczyły, nie chwyciły za serce. Słyszałam, że najnowszy film tego reżysera (jego premiera będzie w 2012 roku, niestety nie wiem, kiedy dokładnie) jest kręcony w Rzymie. Kocham to miasto i nie mogę się doczekać sposobu, w jaki widzi go Woody Allen.

      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  10. Niesamowity film. Wybrałem się na niego w ciemno z żoną i mnie powalił. Szczególnie mnie rozbroił Hemingway, jako że akurat sporo o tym pisarzu czytałem niedawno i wszystko pasowało jak ulał. Świetna, urokliwa muzyka, przeurocza Marion, dobra gra Owena… nie potrafię znaleźć słabej strony tego filmu.

    Jak ktoś ma soundtracka to niech koniecznie pisze! Ja się doszukać nie mogę:)

  11. Pingback: Rzym jest piękny, tylko turyści przeszkadzają… “To Rome with Love” « przyjemnostki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s