„Wyspa niesłychana” Eduardo Mendoza

 Od dłuższego czasu planowałam przeczytać jakąś książkę tego autora, ponieważ okrzyknięty jest on przez wielu czytelników  geniuszem słowa pisanego. Ludzie zachwycają się jego poczuciem humoru, wartką akcją i inteligentnymi przemyśleniami. Dla mnie „Wyspa niesłychana” była drogą przez mękę. Myślałam, że to kryzys czytelniczy, że nadmiar obowiązków, że to ze mną jest coś nie tak, ale kiedy w międzyczasie sięgnęłam po „Dwie królowe” Philippy Gregory – połknęłam tę cegłę w niecałe trzy dni. Nad „Wyspą niesłychaną”, która ma jakieś 300 stron mniej męczyłam się ponad miesiąc.

Opis z tyłu okładki bardzo mnie zaciekawił:

„Grzechem jest nie mieć marzeń.

„Fábregas rzuca wszystko – rodzinę, firmę, kochankę. Przeznaczenie lub przypadek prowadzi go do Wenecji. Dla niego to miejsce niezwykłe, pełne sekretów i tajemniczych postaci – świętych od zaskakujących cudów, morderców grasujących po ulicach, kurtyzan zamieszkujących sypiące się pałace. 
 Miasto hipnotyzuje, budząc głód spóźnionego odkrywania, przeżywania i smakowania życia. I wtedy na drodze Fábregasa staje tajemnicza kobieta, która niczego od niego nie chce. Wenecja daje schronienie kruchej namiętności.” 

Po pierwsze – Wenecja. Miasto, które miałam szczęście widzieć dwa razy i które dwa razy mnie zaskoczyło. Pierwszy raz widziałam je nocą. Spędziłam kilka godzin wdychając magiczną atmosferę, pożerając oczami piękno i tajemnicę tego cudu na wodzie, zazdroszcząc zakochanym parom spacerującym wąskimi uliczkami i obiecując sobie, że ja też kiedyś tu przyjadę z osobą, którą kocham. Po raz drugi widziałam Wenecję za dnia, w tłumie turystów  i upale lejącym się z nieba. Wtedy to miasto było odarte z uroku, gorąca zupa w kanałach śmierdziała do granic możliwości, gondolierzy klnąc przepychali się w wodnych korkach, a kieszonkowcy wcale się nie kryjąc wpychali łapska do damskich torebek. Mam w głowie te dwa obrazy i żeby je zweryfikować muszę zrobić jedno – pojechać tam jeszcze raz 😉 W międzyczasie myślałam, że pomoże mi książka Mendozy, ale mówiąc szczerze – czytałam bardziej porywające przewodniki.

Główny bohater robi to, o czym marzy większość z nas – rzuca wszystko w cholerę i wyjeżdża do jednego z najpiękniejszych miast na świecie.  Czy to nie jest czyn do pozazdroszczenia? Wielokrotnie myślimy o takim „urlopie od życia”, ale nigdy się na niego nie decydujemy, bo praca, rodzina, obowiązki i tak dalej…  Fábregas dokonuje heroicznego wręcz czynu, wyrwał się z systemu i robi to, co chce. Fascynujące? Nie w wykonaniu Mendozy.

Fábregas  snuje się po Wenecji, trochę zwiedza, trochę się gubi i trochę rozmyśla. Te niesamowicie ciekawe czynności przerywa mu poznanie pięknej Marii Clary. Dziewczyna jest rodowitą wenecjanką i jedną wielką tajemnicą. Od tej pory główny bohater snuje się po Wenecji, zwiedza i rozmyśla w jej towarzystwie. W międzyczasie poznaje żywoty świętych, którzy wpłynęli jakoś na losy miasta. Mężczyźnie trochę się to wszystko nudzi i postanawia powiedzieć dziewczynie, że wraca do swojego życia, ale ona go wyprzedza i mówi, że musi wyjechać do Rzymu. Od tej pory  Fábregas obraża się na cały świat i zalega w hotelu. Po jakimś czasie Miaria Clara wraca i bardzo powoli odkrywa swoją tajemnicę.

Z jednej strony – zanudziłam się prawie na śmierć, ale z drugiej pomyślałam sobie, że Mendoza przedstawił tą całą sytuację w miarę realistycznie.  Przecież gdyby jakiś przeciętny człowiek postanowił z dnia na dzień rzucić niesatysfakcjonujące go życie i wyjechać do Wenecji, najprawdopodobniej nie spotkałyby go przygody rodem z hollywoodzkich filmów. Pewnie podobnie, jak  Fábregas chodziłby po mieście, może by kogoś poznał, albo i nie, może by pozwiedzał, może by się zamknął w sobie i siedział w hotelu. Takie miasto jak Wenecja nie cieszy samotnika. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Dlatego w fabule pojawiła się Maria Clara.

Moje pierwsze spotkanie z Mendozą jest bardzo nieudane i ospałe. Tak jakbyśmy się spotkali na kawie, on by ciągle mówił o tym samym przeciągając słowa, a ja bym gapiła się w okno i marzyła o spotkaniu z kimś innym. To chyba nie jest pisarz dla mnie. Może kiedyś spotkamy się jeszcze raz, ale na pewno nie prędko. Zazwyczaj omijam ludzi, którzy mnie nudzą.