Dirty Dancing

Dirty Dancing  1987

reżyseria –  Emile Ardolino

scenariusz – Eleanor Bergstein

produkcja –  USA

gatunek – melodramat, muzyczny

muzyka – John Morris, John DeNicola, Donald Markowizt, Franke Previte

moja ocena – 9/10

 

Jest coś magicznego w starszych filmach, co przyciąga mnie do nich jak magnes. Jakaś nieuchwytna specyficzna atmosfera pełna uroku, której nie znajduję we współczesnych produkcjach. Wiele z moich najukochańszych filmów to te, które powstały przed moimi narodzinami. Nie inaczej jest z Dirty Dancing.

Fabuła nie jest skomplikowana. Według wielu – po prostu przewidywalna. Jednak trzeba pamiętać, że to właśnie na niej bazuje bardzo dużo współczesnych scenariuszy. W roku  1987 ten film zrobił rewolucję, nikt nigdy wcześniej nie nakręcił takiego obrazu. Można albo go lubić, albo nie znosić. Nikt nie pozostaje obojętny 😉

Młoda dziewczyna, która dopiero co dostała się na studia wyjeżdża na wczasy z rodzicami. Mimo pełnoletności wszyscy nadal nazywają ją Baby  (Jennifer Grey).  Wakacje w luksusowym ośrodku pokazują jej, że w społeczeństwie istnieją ludzie równi i równiejsi. Pieniądze i wykształcenie zapewniają dobre traktowanie, a ich brak powoduje degradację na niższy szczebel. Baby chce zmieniać świat, chce wstąpić do Korpusu Pokoju i zawsze reaguje na krzywdę bliźniego.  Johnny (Patrick Swayze) jest tancerzem mającym zabawiać gości w ośrodku. Nie tylko uczy kroków, ale też występuje w konkursach reprezentujących hotel i pokazach tanecznych. Kiedy okazuje się, że jego partnerka jest w niechcianej ciąży  z pewnym kelnerem i nie może wystąpić z nim w konkursie, z pomocą przychodzi Baby. Gdyby nie ona Johnny i jego partnerka  taneczna mogliby stracić pracę. Ciężki trening sprawia, że nieśmiała Baby odkrywa w sobie swoją kobiecość, a między uczennicą i nauczycielem rodzi się uczucie. Czy uda im się połączyć dwa niepasujące do siebie światy?

Tak jak wspomniałam fabuła nie jest skomplikowana. Cały urok tego filmu kryje się w muzyce i aktorstwie oraz w wielu czynnikach, których w większości współczesnych filmów brak. Na przykład – naturalność głównej bohaterki. Jennifer Grey nie jest typową pięknością, ale jej młodość, burza niesfornych włosów na głowie, przez większość filmu brak makijażu (!) i dystans do siebie powodują, że jest niesamowicie urocza i po prostu nie da się jej nie lubić. Dzisiejsze gwiazdy, kiedy zagrają bez makijażu domagają się od razu Oscara, chcą wyglądać w każdej sekundzie idealnie i tak się napinają z tego powodu, że zapominają o graniu. Jennifer stworzyła kultową postać, z którą identyfikowały się przez wiele lat kolejne pokolenia nastolatek. Córeczka tatusia, która nagle odkrywa, że całym jej światem stał się inny mężczyzna i zaczyna walczyć o swoje życie, które będzie miało inny scenariusz niż ten przewidziany przez tatę to historia, która powtarza się bez końca. Dlatego jakakolwiek sztuczność i „napinka” byłyby nie na miejscu i bardzo by raziły widzów. Z kolei kocie ruchy Patrick’a Swayze są już legendarne. Jak ten facet się ruszał! Typowo męska zdecydowana uroda powoduje, że patrzymy z politowaniem na ślicznych chłopców z namalowanymi mięśniami, którzy grają w „modnych” filmach. Poza tym sama charyzma postaci jest niepowtarzalna. Oboje, zarówno Patrick jak i Jennifer, stworzyli niezapomnianą filmową parę.

Temat erotyzmu zasługuje na oddzielny akapit. „Dirty Dancing” nie bez powodu był nazwany „wirującym seksem”. Przecież sam taniec dwojga ludzi to przede wszystkim dotyk i synchroniczne ruchy. Jestem zdania, że jeśli para idealnie pasuje do siebie w tańcu to w życiu tez im się ułoży i nie chodzi mi o wyćwiczone kroki, ale o pewne nieuchwytne wrażenie dopasowania. Można powiedzieć, że mój związek zaczął się od pierwszego wspólnego tańca. Pamiętnego dnia 5 maja 2008 roku po raz pierwszy w życiu poczułam, że z tym facetem w tańcu czuję się idealnie, jakbyśmy odgadywali swoje ruchy. Jesteśmy razem już prawie 4 lata, więc coś w tym musi być 😉 Wracając do „Dirty Dancing” … niesamowicie podobało mi się stopniowanie erotyzmu. Pożądanie w tym filmie objawia się tańcem, dotykiem, muśnięciem ustami, delikatnym pocałunkiem. We współczesnych filmach seks pokazuje się jako mechaniczne ruchy kopulacyjne, ale naprawdę mało kto potrafi ukazać pożądanie i namiętność w tak delikatny i piękny sposób jak zrobiono to w „Dirty Dancing”. Przede wszystkim twórcy tego filmu pamiętali o tym, że seks to bardzo intymna sprawa między dwojgiem ludzi, więc kiedy przychodzi co do czego kamera odjeżdża na przysłowiową „makatkę”. Nie mówię o tym, że jestem za cenzurą i najchętniej powycinałabym sceny erotyczne ze współczesnych filmów. Nie, po prostu jestem zdania, że ukazania przez aktorów takich uczuć jak miłość i wiążące się z nim pożądanie i namiętność jest dużo trudniejsze od biegania z gołym tyłkiem i sprowadzanie miłości tylko do fizyczności.

Podsumowując – „Dirty Dancing” to bardzo dobry film. Na pewno jest bardziej skierowany do kobiecej części publiczności, ale myślę, że panowie też wytrzymają seans ze swoją dziewczyną chlipiącą w chusteczkę u boku 😉 Na pewno obejrzę go nie raz i dołącza do szanownego grona ulubionych.

Advertisements

15 thoughts on “Dirty Dancing

  1. „Dirty Dancing” to jeden z tych filmów, na który wydaje się, że się nie ma ochoty, (bo przecież zna się go już na pamięć) ale który zaraz po zniknięciu napisów tytułowych nie pozwala od siebie odejść. Wszystko w człowieku tańczy:D

  2. Uwaga, wyznanie!!!
    Nigdy nie widziałam tego filmu w całości…
    Teraz można mnie wrzucić na stos:)

    Oczywiście znam fragmenty, wiem o czym jest, nawet piosenki kojarzę… ale nie widziałam. Kiedy film był na fali i moje koleznaki z podstawówki ryczały w rękaw, ja chyba czytał książki i oglądałm Top Gun (1986) :)))

  3. zachęciłaś mnie bardzo, a że mam dzisiaj wieczór tylko dla siebie walnęłam się już pod kołderką i zapuszczam Dirty Dancing! 🙂 [też nie widziałam tego filmu… ekhm, ale nadrabiam zaległości!]

  4. *zbiera drewno na stos* 😉

    Uwielbiam ten film, to jeden z tych tytułów, których nigdy nie będę miała dość i zawsze chętnie ponownie obejrzę. Zgadzam się z Twoim wpisem, ale zabrakło mi komentarza o muzyce – soundtrack jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. „Time of my life”, „Hungry eyes” czy śpiewane przez Patricka „She’s like the wind” do dzisiaj potrafią znikąd zjawić się w mojej głowie.

  5. Ja też go uwielbiam… A dawno go nie widziałam. Pamiętam, że za drugim obejrzeniem, kiedy miałam jakieś 16 lat, byłam w szoku, jak inaczej odbieram ten film. Za pierwszym razem miałam jakieś… 12? I wydawało mi się, że to tylko film o tańcu i dwojgu ludzi, którzy się w sobie zakochali. Żeby zauważyć to napięcie między bohaterami musiałam trochę podrosnąć…
    Ciekawa jestem, czy teraz znów odebrałabym go inaczej 🙂

  6. A, urok genialnej klasyki 🙂 „Dirty Dancing” ma momenty, które są jakby zakurzone, trącą myszką, ale to jeszcze więcej uroku dodaje filmowi. Chociaż ja wolę „Footloose”, jeżeli chodzi o filmy muzyczne/taneczne tamtych lat, ale to już kwestia inna.
    W „Dirty Dancing” wszystko jest tak, jak powinno być i film należy kochać, oglądać ponownie i ponownie, i uśmiechać się, kiedy Baby przyniosła arbuzy 🙂
    I śpiewać „Hungry Eyes”!
    Kiedy byłam mała i po raz pierwszy zapragnęłam obejrzeć „Dirty Dancing”, „Wirujący seks” mylił mi się z „Nagim instynktem” – wyobraź sobie zaskoczenie mojej matki, kiedy wróciłam uradowana z wypożyczalni z kasetą w łapkach, a tam Sharon Stone i Douglas zamiast miłego filmu o tańcu i miłości.

  7. Kiedyś nie wystarczyło (nie wypadało) pokazać nagie cało, zrobić efekty specjalne, żeby film był hitem. Filmy musiały mieć dobre aktorstwo, pasję, dialogi, przesłanie.

    Nie mówię, ze wszystkie dzisiejsze filmy są złe, ani wszystkie stare są cudowne – tylko proporcje trochę się zmieniły.

    PS. Starzejemy się.

  8. Uwielbiam, uwielbiam. Jennifer Grey jest tak śliczna, że przyćmiewa samego Patricka (no, może trochę przesadzam 😉 W każdym bądź razie, widziałam sto razy i zaraz pobiegnę obejrzeć sto pierwszy!

  9. Oj rany to film mojego dzieciństwa jest, takiego wczesno- podstawówkowego. Byłam na tym w kinie kilka razy. To był pewien problem, bo byłam za mała żeby móc chodzić sama, więc trzeba było stosować różne sposoby żeby namówić któregoś z dorosłych na wyprawę do kina. Kochałam się szaleńczo w Patryku. I jacy oni piękni byli!
    Potem kolejne oglądania i kolejne. I tak do dziś. Jeśli gdzieś leci nie jestem w stanie odejść od telewizora, a przecież znam film na pamięć:)
    No i muzyka w filmie, to jest MUZYKA!:) kasety mam obsłuchane do cna.
    Pozdrawiam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s