„Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” Małgorzata Gutowska-Adamczyk

 Długo nam przyszło czekać na trzecią część „Cukierni pod Amorem”. Tak długo, że byłoby głupotą czytać ją bez przypomnienia sobie wcześniejszych dwóch. „Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy” i „Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie” to wielowątkowe sagi rodzinne łączące się w jedną wielką sagę z ostatnim tomem. Mnogość postaci, wydarzeń, intryg, kłamstw i prawd sprawia, że te książki najlepiej czytać jedna po drugiej, a i wtedy nie daję gwarancji, że się we wszystkim połapiecie 😉

Mimo wszystko, była to miła okazja do odświeżenia sobie tej historii. Początkowo byłam lekko niezadowolona, że muszę jeszcze raz czytać pierwsze dwa tomy (przecież czeka na mnie gdzieś na świecie tyle nieprzeczytanych książek! zamiast na nie polować, mam czytać coś po raz kolejny?), ale znowu dałam się porwać  burzliwym losom rodu Zajezierskich. Nie cofam moich wcześniejszych słów. Pierwsze dwa tomy „Cukierni” czarują historią, polskością, tradycją i zaciekawiają nierozwiązaną zagadką pierścienia. No właśnie… pierwsze dwa tomy. Z trzecim (i ostatnim) sprawa ma się troszkę inaczej.

Najpierw muszę wspomnieć o jednej  rzeczy – nie lubię czytać powieści, których akcja dzieje się w czasie II wojny światowej. Dla mnie ten okres historyczny mógłby nie istnieć, uważam go za porażkę ludzkości. Podobnie ta sprawa ma się u mnie z filmami. Nie znoszę tego tematu. Nie z niewiedzy, a właśnie dlatego, że wiem o tych czasach aż za dużo. Dla mnie wizyta w Oświęcimiu była traumą i wstydziłam się wtedy, że jestem z tego samego gatunku, co nazistowscy zbrodniarze. O wiele bardziej wolałabym być fretką, psem albo chomikiem. Nie zgadzam się też z wyrażeniem, że to były czasy „zezwierzęcenia” ludzi. Żadne zwierzę nie zabija dla zabawy, okrutnej satysfakcji, czy z poczucia wyższości. To były czasy, kiedy ludzie stawali się bestiami, potworami. Oby nigdy więcej.

„Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” to oczywiście ciąg dalszy wydarzeń z pozostałych tomów, ale też wprowadzenie nowego nazwiska. Jak już się mogliście domyśleć większa część akcji dzieje się podczas II wojny światowej. Oczywiście tak musi być, aby dojść do czasów współczesnych i rozwiązania zagadki pierścienia Zajezierskich. Jednak nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że tym razem autorka bardziej skupiła się na przedstawieniu faktów historycznych niż na ciekawym rozwinięciu osobowości bohaterów. Szczególnie losy Grażyny Toroszyn bardzo zadziwiają i wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że po tak dramatycznych wydarzeniach ona dalej jest silną i pewną siebie gwiazdą filmową. Nie podobał mi się też wątek, w którym Grażyna udaje chorobę (dokładniej głęboką depresję) i udaje jej się wywieźć w pole psychiatrów. Następnie, kiedy jest jej to na rękę, nagle zdrowieje i ponownie oszukuje lekarzy.  To było bardzo naciągane, poza tym nie wierzę, że tak długi pobyt w zakładzie dla obłąkanych nie zostawiłby żadnej rysy na psychice tej kobiety. Podobnie jest z innymi bohaterami – ludźmi, którzy tracą na tej wojnie wszystko, ale zachowują się, jakby nic się nie stało. Później po prostu wszystko odbudowują i żyją bez żadnego ciężaru, czy problemów spowodowanych wojną. Wystarczy porozmawiać z dziadkami, czy innymi ludźmi, którzy przeżyli ten straszny czas, żeby zobaczyć, jakim piętnem jest wyjście z tego piekła.

Kolejna sprawa to wyjaśnienie zagadki pierścienia. Czekałam na jakąś wielką sensację, do której będę przewracać kartki z zawrotną prędkością, aż do ostatniej strony, a dostałam spokojną, senną wręcz opowieść, z której samemu można było wywnioskować zakończenie. Nie uważam, że to wada. Po prostu spodziewałam się czegoś innego, po rozpaleniu ciekawości pierwszym tomem.

Trzecia część „Cukierni pod Amorem” to dobra książka. Nie jest tak wciągająca, czy zaskakująca jak wcześniejsze dwa tomy, ale jest wzorowym zakończeniem tej historii.

„Swojego szczęścia nie możesz uzależniać od innych, ani tym bardziej od losu, musisz je budować sama. Powinnaś być silna, bo tylko tacy ludzie bywają szczęśliwi, a tę moc czerpie się z własnego wnętrza,  z pokus, którym uda ci się oprzeć, z odnoszonych codziennie małych zwycięstw nad własnymi słabościami, z plonu, jaki przyniesie Twoja praca.” *

*słowa Celiny Hryć do jej wnuczki Igi. „Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” str. 406

Reklamy