Fifty shades of boring

Dla mnie najpiękniejsza sprawa w seksie to intymność. Wspaniała tajemnica łącząca dwoje kochających się ludzi. Świadomość, że to nasza cudowna przyjemność na wyłączność. Słowa, sytuacje, uśmiechy, w których tylko my wiemy o co chodzi i na wspomnienie, których uśmiechamy się sami do siebie nawet w najbardziej ponury dzień. Rozkoszne sekrety, które nadają smaku miłości.

Seks w kulturze masowej jest nudny. Wszystko jest „seksowne”. Od sałatki z kurczakiem po blacho dachówki. Każdy produkt może zareklamować na w pół goła kobieta robiąca orgazmiczne miny (albo wydające się jej, że tak powinny wyglądać). Coś, co miało przyciągać uwagę, sprawiać podniecenie, z powodu nadmiaru takich samych bodźców stało się obojętne. Billboardy z kobietami i mężczyznami w samej bieliźnie są już niezauważalne. Są tłem dla miasta.

Dlatego bardzo zdziwił mnie fenomen powieści erotycznej. Harlequiny od dawna zalegają na zakurzonych księgarnianych półkach w kolejnej przecenie i nikt się nimi nie ekscytuje w dobie internetu. Co takiego w sobie ma Fifty Shades of Grey, że miliony (głównie) kobiet na świecie odkryły, że mąż nie służy tylko do robienia zakupów i zalegania na kanapie. Z mężem można uprawiać seks!

Chyba już wszyscy słyszeli tę historię… Znudzona gospodyni domowa, zaczytująca się w „Zmierzchu” zaczyna pisać własne opowiadanie na podstawie popularnej młodzieżowej powieści. Jak wiadomo w Zmierzchu seksu nie ma, co pani Erika Leonard uznała za wielkie niedopatrzenie. Jej fanfic szybko zaczyna się zmieniać w mocno erotyczną opowieść, a przy okazji wampiry, wilkołaki i cała reszta stają się mało istotne. Pani Leonard uznaje swoje pisanie za obiecujące, więc wyrzuca z tekstu wszystko co paranormalne i tworzy powieść o młodej kobiecie wprowadzanej do sfery seksualnych uniesień przez doświadczonego kochanka. Publikuje pod pseudonimem i BUM książka staje się światową sensacją.

Dlaczego? Nie mam pojęcia. Fascynują mnie społeczne reakcje na różne twory kultury, więc sprawdziłam osobiście to porno dla mamusiek, jak powieść ochrzcili internauci.

Może troszkę fabuły (o ile można te powiązane ze sobą, podkradzione z innych książek/filmów wątki nazwać fabułą):

Anastasia Steel, która woli kiedy mówi się na nią Ana, kończy studia i rozgląda się za pracą. Mieszka z przyjaciółką, która wysyła ją na zastępstwo przeprowadzenia wywiadu ze znanym biznesmenem Christianem Greyem. Ana nie spodziewa się, że pan Grey będzie młody, przystojny i bogaty jednocześnie. Samą siebie uważa za nie dość ładną, chociaż tak naprawdę jest piękna. Między nią a Christianem przepływają prądy wzajemnego pożądania. Ana nie dość, że jest dziewicą (zdarza się) to jeszcze nigdy w życiu z nikim się naprawdę nie całowała, ani nie trzymała za rękę (wtf?). Pan Grey szybko zmienia tą postać rzeczy i wprowadza dziewczynę w świat rozkoszy i bólu. W międzyczasie Ana próbuje odkryć tajemnicę swojego kochanka…

Banał, banał i jeszcze raz banał. Ściągnięcie charakterów postaci ze Zmierzchu, czyli ona nie zdaje sobie sprawy ze swojego piękna, a on jest tak niesamowicie bogaty i przystojny (dokładnie w tej kolejności). Erika Leonard nie miała ani jednego oryginalnego pomysłu. Nawet postać pani Robinson (kobiety, która wprowadziła Christiana w seks sado-maso) jest żywcem zerżnięta z filmu Absolwent.

Opisy seksu głównych bohaterów zamiast podniecać wzbudzają śmiech. Wydawało mi się, że autorka po prostu nie wie o czym pisze.
Przykłady:

  • Ana jest dziewicą i podczas jej pierwszego razu przeżywa orgazm trzy razy plus pierwszy tylko i wyłącznie przy stymulacji piersi
  • Christian jest czarodziejem i słowami „dojdź dla mnie mała” sprawia, że dziewczyna dochodzi natychmiastowo, jak na zawołanie
  • Ana ma ZAWSZE ochotę na seks, w trakcie okresu też
  • seks w wannie pełnej wody… seriously?

Podsumowując – to wyjątkowa głupia książka, napisana strasznie prostym językiem. Nazwanie tego czegoś literaturą jest obelgą dla literatury. Proza erotyczna to nie tylko opisy seksu. To budowanie napięcia, dbałość o każdy detal i budowanie interesującej fabuły, która ma być podstawą związku między bohaterami. Erotyka ma rozpalać wyobraźnię. Twór pani Leonard rozpalić mógłby tylko ognisko.