Nowe uzależnienie – Castle

Richard Castle to znany pisarz pławiący się w przyjemnościach związanych z popularnością. Kate Beckett jest policjantką, dla której praca stoi na pierwszym miejscu. On stara się być „spoko tatą” dla swojej nastoletniej córki i panować nad lekko zwariowaną mamuśką. Ona mieszka sama chowając w sobie demony przeszłości. Nie łączy ich nic do momentu, kiedy w Nowym Jorku dochodzi do zabójstw wzorowanych na jego kryminałach. Castle, który cierpi na niemoc twórczą po uśmierceniu głównego bohatera swojej bestselerowej serii, znajduje przewrotny sposób na odnalezienie weny – załatwia sobie możliwość brania udziału w śledztwie. W międzyczasie dostrzega w Kate inspirację do nowej serii książek.

Powiem szczerze, że nie przepadam za serialami typu ‚procedural’. Morderstwo, zagadka, przeszkody w trakcie i triumfalny finał to dla mnie nuda. Po prostu stanowczo za wcześnie domyślam się „kto zabił”. Powodem może być zaczytywanie się we wczesno nastoletnich czasach serią o trzech detektywach Alfreda Hitchcocka. W bibliotece była cała ich długa półka, a ja je wszystkie połknęłam. Później po zapisaniu się do biblioteki „dla dorosłych” rzuciłam się na kryminały i je zamęczyłam. Wydawało mi się, że poznałam już wszystkie zagadki i żadna mnie nie zaskoczy. Później nastąpiło zakochanie w fantastyce (po „Władcy Pierścieni” oczywiście) i tak zostało na długi czas.

Castle jest serialem, który na powrót wzbudził we mnie zainteresowanie kryminalnymi zagadkami. Jednak jest to tylko jedna mała część, dzięki której serial jest interesujący. Podoba mi się jego „lekkość” a może raczej pewnego rodzaju „naturalność”, czyli niewymuszone sytuacje, bardzo dobry humor, fajna chemia pomiędzy bohaterami oparta na mieszance niechęci, fascynacji, sympatii i możliwość obserwacji, jak zmieniają się ich relacje. Mocnym punktem serialu są też tak zwane „postacie poboczne”. Żadna z nich nie jest nudna, stereotypowa, nie jest „zapychaczem”, jak się często zdarza w amerykańskich serialach. Każdy z nich ma swój charakter i atrakcyjne miejsce w scenariuszu.

Jestem dopiero w połowie drugiego sezonu, ale już teraz wiem, że kocham ten serial. Castle i Beckett to jedni z bardzo niewielu bohaterów (reszta jest w Doktorze Who), którzy potrafią w jednym odcinku spowodować mój głośny śmiech, a za kilka chwil łzy. Oczywiście uwielbiam ich za to.

Najlepsze jest to, że przede mną jeszcze 68 odcinków, jak mówi Filmweb. Baaaaaardzo to lubię!

Advertisements

One thought on “Nowe uzależnienie – Castle

  1. Również lubię ten serial. Może nie zaliczyłabym go do swoich ulubionych ale kiedy mam akurat wolną chwilę i – przede wszystkim – dostęp do telewizora a jest akurat emitowany jakiś odcinek, to z przyjemnością oglądam. Rzeczywiście serial jest lekki, momentami zabawny, pozwala odpocząć po ciężkim dniu. Bardzo lubię głównego bohatera i tak właściwie dla niego oglądam serial 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s